Dzisiaj jest wtorek, 12 grudnia 2017 roku
 O nas     Wydarzenia     Publikacje     Zapowiedzi     Recenzje     Autorzy     Artyści     Kiosk     Kontakt
  Publikacje

  HOME  

Beata Patrycja Klary, Misterium solitera Wstęp - Artur daniel Liskowacki Posłowie - Urszula Benke , Szczecin 2014, s. 86

Początkiem misterium jest pragnienie wyjścia temu naprzeciw. Paradoks w tym, że niezbędne do misterium oczyszczenie prowadzi przez śmietnik świata, przez wielość i intensywność wszystkiego. To dlatego poetycki tom Klary zbudowany jest na silnej opozycji, niemal sprzeczności. Jego erudycyjny ton, różnorodność tradycji filozoficznych i duchowych, kulturowych i artystycznych zderza się tu  bowiem mocno z potrzebą wyjścia poza nie, odrzucenia ich.

Można by to uznać za mimowolną pułapkę. Za brak konsekwencji, z którego się nie sposób wywikłać. Albo za element wewnętrznego napięcia, za źródło nieustannej inspiracji - wiecznego, dynamicznego konfliktu, za perpetuum mobile wszelkiego twórczego doznania, a i życia po prostu.

Jakkolwiek by było, ta misteryjna - i misterna! - narracja, obrazoburcza liturgia odbywająca się pomiędzy porodówką a cmentarzem (w planie realnym, nie tylko metaforycznym), między orficką ekspresją i attycką harmonią, odyseją narkonauty a wyprawą w głąb terra incognita rozumu, nie tylko nie ukrywa swoich powikłanych korzeni, ale i eksponuje ich dramatyczną walkę. Również - a może przede wszystkim - ze sobą nawzajem.

Jednym z najintensywniejszych obrazów tomu są naznaczone silną symboliką sceny samookaleczenia, a nawet autokanibalizmu. Matka zjadająca swe łożysko, pożerająca swoje ciało, wieczna samica oczyszczająca się poprzez wchłanianie zrodzonego przez siebie pierwiastka życia, jest tu zarazem synonimem Ciemności, która wydaje na świat i pochłania. Ten naśladowany z Natury akt ma moc odwiecznego mitu, lecz i bolesną sensualność, piętno rzeczywistego doznania.

To zresztą istotna cecha tego niezwykle panoramicznego, a przecież bardzo zdyscyplinowanego formalnie i - mimo drastyczności wielu fragmentów - powściągliwego emocjonalnie poematu: uderzająca dwupłaszczyznowość spojrzenia, w którym jest dystans, chłód, by nie rzec zimno z podręcznika anatomopatologii, a równocześnie bezpośredniość, dotkliwa, niepozbawiona przecież ironii. „W końcu zawsze idzie o śmierć" - słowa do wykucia w marmurze, niebezpiecznie ocierające się o patos, spotykają się w innym miejscu z konstatacją: „Nie ma nic bardziej groteskowego niż śmierć / To absurdalna pomyłka, na którą się wciąż nabieramy" [391-392].

Wciąż, wszędzie i wszyscy, w każdej religii, ale i w każdym jej odrzuceniu, porzuceniu, i przywołaniu - w każdym kolejnym zejściu do podziemi po kolejne Eurydyki, w każdej klęsce takiej wyprawy, w każdej tęsknocie za następną, w każdej tajemnicy, którą powołujemy do życia, by żyć, więc umrzeć. Z tego napięcia, wynikłego z pozornie banalnej, ale nieustannie płodnej obserwacji, że „Człowiek jest (…) wolnym wzrostem włosów. Oporem materii (…) Samotną podróżą. Prośbą o / Pisanie. Tym, czego nie widać, gdy zapada cisza." [118-121] wyrasta właśnie misterium. Święto poznania. Jedyne Święto, ponieważ jedyne naprawdę święte; jedynie prawdziwe, ostateczne i nieuchronne.

Siłą i oryginalnością Misterium Beaty Patrycji Klary jest również ten świąteczny aspekt bytu - uświęcenie i obnażenie zarazem Tajemnicy w jej codzienności, pospolitości. Odarcie jej z ozdób, ale i uznanie jej potęgi. W tych wierszach, które przybierają chwilami formę etnograficznego zapisu, lirycznego reportażu z wędrówki po świecie rojącym się robakami kultur, które go pożerają i zapładniają swoim własnym rozpadem, gniciem, nie ma modlitewnego uniesienia, zdania się na łaskę pokory i rozkosz ekstazy; nie ma ubóstwienia, winy i kary, grzechu i nagrody, które są skrzydłami dla duszy, nie ma dualizmu ducha i materii, tego manichejskiego alibi dla mroków ciała, jakie niesie ze sobą chrześcijaństwo. Jest za to wyzwanie wobec enigmy. Wyzwanie dla nadziei, która ze sobą nadziei nie niesie. A już na pewno łatwej nadziei - pociechy, pogodnej zgody, świetlistego objawienia. I właśnie w uświadomieniu sobie tego, że nie ma ucieczki - w zbawienie, a choćby tylko wybawienie, kiełkuje ziarno jedynego możliwego, dostępnego nam poznania, wyzwolenia. Które spełnia się - nie dopełniając nigdy - w swej ciągłości, nieodwracalności, w dążeniu samym.

Dlatego wiersze Klary, porządkowane numerowanymi wersami jak Księga - co może się zdać stylistyczną, trochę pretensjonalną uzurpacją - nie poddają się chaosowi przedstawionego w nich, rozgorączkowanego, żyjącego iluzjami świata, a są zapisem dramatu. W całej jego zdyscyplinowanej strukturze. Dlatego też w ich rozległej perspektywie od Arystotelesa i Orfeusza po Emily Dickinson i Rilkego, w tym natłoku wizji, definicji i teorii, cytatów jawnych i ukrytych, wielkich autorytetów i anonimowych życiorysów, nie razi napuszona skala, uwidacznia się natomiast surowa, wyzbyta minoderii próba uchwycenia sedna. Język rymuje: dna. Jądra. Ciemności? Tajemnicy? Nie. Drogi do niej.

Ze świadomością śmieszności, jaka towarzyszyć musi próbom jej zapisu. „Poeci skaczą przez ogień. Płomień nie spala więcej niż / Gumowe podeszwy. Wszyscy mają takie same buty, bo / Bagna i czasem zbyt grząsko na wysoki obcas" [433-435] - czytamy w Ars Poetica. Autoironia Klary nie zmienia faktu, że „wysoki obcas" przy butach, jakie wzuła do Misterium, to nie ekstrawagancja, lecz przemyślany wybór. W całej jego perwersyjnej, wyszukanej elegancji.

Ale echo, które stąd powstaje, to nie drobny stukot damskich szpilek, raczej stuk koturnu greckiej tragedii. Beata Patrycja Klary oddaje zresztą w Misterium głos chórowi, tyle że słychać w nim pojedyncze głosy: podmiot liryczny tych wierszy przenika świadomość jednostek - pochwycona ponad czasem i przestrzenią (śmierć - to większa przestrzeń, jak mówi w którymś momencie). Są to więc zarazem wiersze pełne szczegółu, detalu, ale i płynnej, ruchomej wizji.

Interesującym zresztą zabiegiem poematu - którego dykcję podporządkowano prostocie i rytmowi prozy, natomiast ton poetycki intensywności i dynamice obrazów - jest właśnie nadanie mu - szczególnie we fragmentach dotykających współczesności - stylistyki filmowego dokumentu. Bliskiej chwilami Koyaanisqatsi Godfreya Reggio i pozostałych dwóch części jego Trylogii Qatsi. Będących poetycką panoramą naszej cywilizacji zderzonej z Naturą, ale też czymś więcej niż ekologicznym głosem na temat ich spotkania i konfliktu. Klary - podobnie jak Reggio - prowadzi swą kamerę słowa przez pokłady ludzkiej myśli i trudu, zarastające trawą i kamieniem miast, ale usiłuje też szukać głębiej, pod powierzchnią. Ziemi i człowieka. Nie bez przyczyny w tytule tomu - ryzykownym wobec estetycznych oczekiwań piękna w poezji - tkwi, żyjąc i umierając - między słowami, w nas, z nami - soliter. Koszmar samospełnienia, pasożyt, nieśmiertelnie śmiertelne. Samotne Ja, nasz Obcy.

Źródłem (grobem) tej metafory były młode dziewczyny hodujące w sobie larwę tasiemca, zalęgłą w nich wraz z modą na odchudzanie. Klary nie waha się bowiem dotykać świata wprost. W jej strofach jest Auschwitz, donosy i brud gazet, kościelne Okno Życia, tajemnica „Mary Celeste" i SS, Hanuszkiewicz i Swinarski, sonda na Marsie i meteoryt w Tobolsku, odrażająca zbrodnia i link do porno, nekrofilia z netu i somalijskie dzieci, Media Markt i telewizyjne reklamy. Zapis intymny, dziennik cywilizacji. Tej samej, której źródłem - i korytem - jest rzeka Lete. To wszystko czytane jako znaki jednej opowieści. Wspólnej, znanej do bólu, choć zawsze jedynej, osobnej.

Misterium solitera przeniknięte jest szczególną fascynacją - dla tej właśnie obecności istnienia. Współobecności, jedności. „Dusza mieszka w krwi. Krew mieszka w człowieku" [230]. Dodać można - w porządku poematu - w każdym żywym ciele (Rytualny ubój zwierząt). Gdzie więc jesteśmy poza świątynią swego ciała? W jakiej - to znów Heidegger - nicości? Czy musi nam raczej wystarczyć ta „szczelina na czas" - ciasna, ciemna, wąska - „między ukłuciem igły a przepływem skurczu" [626-627]; ten ból, drżenie, światło chwili.


Artur D. Liskowacki

 




   
2017 © Zaułek Wydawniczy Pomyłka || CMS System powered by media-projekt.pl || Design by Promoline