Dzisiaj jest piątek, 24 listopada 2017 roku
 O nas     Wydarzenia     Publikacje     Zapowiedzi     Recenzje     Autorzy     Artyści     Kiosk     Kontakt
  Recenzje

  HOME  

Cezary Sikorski - Pięćdziesiąt cztery sonety. Opracowanie graficzne i ilustracje oraz skład: Olga Raciborska. Stron 120

 

Na łanach "Latarni morskiej" nt. "Pięćziesięciu czterech sonetów" napisała Anna Łozowska-Patynowska:

Fizjonomia słowa 

Tytuł zbioru poetyckiego Cezarego Sikorskiego brzmi jak prorocza liczba. I w gruncie rzeczy nią jest. Pięćdziesiąt cztery sonety to samospełniająca się przepowiednia, wyrocznia, przed którą staje podmiot liryczny po to, aby dowiedzieć się prawdy o otaczającym go świecie. A w jaki sposób poeta dokonuje oglądu świata? Rzeczywistość sama odkrywa się powoli przed czytelnikiem, odsłania się stopniowo, uchyla swoje drzwi, zapraszając do swojego wnętrza. Zanim jednak do tego dochodzi, czytelnik musi przejść przez labirynt znaków, rozszyfrować je i oswoić.

Zbiór poezji Sikorskiego jest także klatką, w której ukryte zostały niedostępne na co dzień sensy. Świat ten pełen jest znaków, które odwołują dwuaspektowo do stworzonej rzeczywistości, jak mówi de Saussure, coś jest zatem „znaczone” a coś „znaczące”, coś odsłania się przed nami i jednocześnie coś znamionuje. Zbiór poezji jest urzeczywistnieniem tej tezy. Materia słowna stworzona przez Sikorskiego jest gęstą siatką znaczeń. Metafory przesycają całkowicie tkankę liryków, tworząc tym samym skondensowaną replikę rzeczywistości. Oto znajdujemy się w sferze syntetycznego niby-życia. Jesteśmy skazani na szukanie sensu pomiędzy „skrzekiem modlitw” a „nurtem rzeki z wapnia”. Właśnie to niezwykłe obrazowanie koresponduje z egzemplifikacjami malarskimi. 
Obie dziedziny sztuk są w tomiku nierozerwalne. Na dodatek pełnią funkcję uwydatniania kuriozalności tej poezji. Ilustrują także procesy zachodzące we wnętrzu podmiotu lirycznego i jego stany emocjonalne. Niekiedy enigmatyczne i zadziwiające obrazy są także wprowadzeniem do innego, poetyckiego świata. Bo tylko poprzez widzenie „z zewnątrz” można dojrzeć  to, co jest w środku.  

Pięćdziesiąt cztery sonety są nietuzinkowe także w inny sposób. Jest to tomik niezwykle ufilozoficzniony, wręcz z filozofią idący pod rękę, filozofią przeniknięty na wskroś, by nie powiedzieć „filozofią opętany”. Chwilami wydaje się, że jest to podręcznik stworzony do dokładnego przestudiowania tej dziedziny. Miejscami inspiracje filozoficzne trudno zauważyć. Łatwiej doszukać się analogii z dziełami Brunona Schulza, Jana Sebastiana Bacha czy z poezją Tadeusza Nowaka, które, niewątpliwie, są tu obecne, niż wskazać na podbudowę filozoficzną, m.in. korespondencję z teorią św. Tomasza z Akwinu. Zbić z tropu może bowiem zestawianie ze sobą niewspółmiernych rzeczy, tworzenie poetyckich wizji bez jakichkolwiek przejawów stosowania skonwencjonalizowanego języka filozoficznego.  Takie połączenie sprawia, że interpretacja liryków może posunąć się w całkiem innym kierunku. 

Po pierwsze, naturalnym kontekstem poezji Sikorskiego może się stać światSchulza, a przede wszystkim wykorzystane przez niego obrazowanie. W wierszu „O karaluchach” tworzy artysta wizję swojego ojca-owada „ubranego” w chitynowy pancerz. Paraleli między Sklepami cynamonowymi a niektórymi wierszami Sikorskiego jest wiele. Po pierwsze „owadzia” budowa ojca artysty, figura Adeli sprzątającej „zwłoki” chitynowego pancerza (Gdy na szufelce/ Adela sprawia jego pogrzeb, somnambuliczna postać konstruowanej rzeczywistości (Może śniłem,/ jak ojciec wokół sensów kluczy) czy poruszanie się po urojonych przestrzeniach (wchodzę/ w bezsenne dziury). Świat ten, podobnie jak u Schulza, zdominowany jest przez dwie podstawowe barwy: biel i czerń. Na ich bazie artysta „układa” świat na nowo, oddziela światło od ciemności czerwienią „wciskaną w ciemność”. Oniryczna rzeczywistość, świat z pogranicza rzeczywistości i iluzji to podkład dla sytuacji, w której bierze udział podmiot liryczny. 
Poeta tworzy więc równoległe światy, w których egzystuje jego podmiot liryczny. Zapomniany dialog/ słów samych ze sobą okazuje się kryterium wyboru egzystencji. To słowa, których już nie ma bądź zostały zatracone współtworzą dziewiczy wariant bytu. 
A jak wygląda początek stworzenia według Sikorskiego? Dość nietypowo, bo na początku nie ma ciemności, tylko milczenie, potem dopiero pojawia się oślepiające światło z pustej części ciszy. Świat zaczyna samoistnie żyć. „Puls hydrologii”, „golgota bakterii” dają początek nowej formie istnienia. 

Po drugie, specyficzna jest także budowa tomiku. Rozdział „Ante rem” stanowi nić przewodnią całego zbioru. Ustawia on w odpowiednim świetle pozostałe rozdziały. Kolejne rozważania poety czyta się przez pryzmat wstępnego założenia, pewnego typu wzorca. Rozdział „Post rem” mówi już o abstrakcji, o wytworach naszego umysłu. A jak ma się do tego język? Podmiot liryczny wiersza o incipicie Jestem mordercą pospolitym porządkuje otaczający go chaos: Sortuję więc upadłe myśli (…), obracam frazy lub nóż chwytam, by zmienić zakres i szyk pojęć. Poeta jest przede wszystkim kreatorem znaczeń i tworzycielem wirtualnych rzeczy. Na czym polega jednak cykl odbywanych przez niego morderstw? Zabójca planuje morderstwo doskonałe i je niezwłocznie popełnia. Uśmierca „logos”, czyli świadomość świata, i stara się uformować wszystko na nowo. „Mordowanie” starej rzeczywistości, burzenie jej i stawianie na jej zgliszczach nowej może nastąpić tylko wtedy, gdy podmiot porzuca rozsądek, a spogląda do wnętrza własnej psyche (Mordercą jestem tylko czasem,/ gdy słucham wiatru nie logiki). Odbywa się wtedy rozmnażanie sprzeczności, wydobywanie prawdziwego napięcia, dramatycznego sensu świata, odwoływanie się do innej niż myślowa struktury człowieczeństwa. 

Idąc dalej, poezja Sikorskiego to liryka spotkania z prawzorami i prasłowami. Artysta pragnie dotrzeć do arche, do prazasady rzeczywistości, a właściwie taką praprzyczyną się stać, by móc tworzyć własny kalejdoskop bytów. Natomiast język jest centralną kategorią, wokół której odbywa się rozmowa o poezji i jej autorze. Poeta mówi wręcz, język to ja, a ja to język. Tych dwóch figur nie można od siebie oddzielić. Są ze sobą skontaminowane i zintegrowane. Sikorski prowadzi dyskusję nad ideą, która wskrzesza wszystko pozostałe. Zatem kieruje on dialogiem, który odbywa się pomiędzy podmiotem lirycznym a językiem a dotyczy on istnienia kategorii ogólnych. Artysta chce w pramowie zamknąć mowę/ i pod językiem ukryć język. Szuka więc metajęzyka, który byłby prostszy od pułapek zdań, bliższy jego człowieczeństwu, wbudowany w jego duchowość. Po prostu pragnie on odnaleźć  język, który wyrazi unikalną spójność ze światem. Dlatego unicestwianie słów, ich nieustanna redukcja wiedzie ku odnalezieniu prawdy. 

Niszczymy więc język w przestrzeni, gdzie napotykamy na słów cmentarze – wysypiska mowy, a podstawiamy na jego miejsce „niewymowną mowę”. Wykorzystuje tu poeta paradoks, twierdząc, że tylko to, co odtrącone jest wartościowe. Tylko rzekomo umarłe znaczenia (słowa – zimne zwłoki,pogrzebanie tego, o czym się nie mówi) mają jeszcze sens. W świecie, w którym język traktuje się jako przebrzmiały dźwięk czy wrak myśli pojawia się potrzeba jego odrodzenia. I takie zmartwychwstanie mowy następuje dopiero na śmietnisku, na cmentarzu umarłych form i treści, zapomnianych i wzgardzonych. Przewartościowanie dotychczasowych kanonów i szablonów myślowych jest bowiem fundamentalnym zadaniem współczesnego poety. Artysta XXI wieku musi być bowiem gotowy na to, by stawić czoło wyzwaniu słów, które w znanej, choć zmieniającej się rzeczywistości, nabierają nieprzerwanie nowego znaczenia.

 

 W 44 numerze "Szafy" przedrukowane zostało posłowie Joanny Mieszkowicz do "Pięćdziesięciu czterech sonetów:

 

Pięćdziesiąt cztery sonety


Pozwólmy mówić poetom. Pozwólmy im opisywać świat, dotykać życia, przenosić góry uczuć, opadać na dno i odchodzić. Pozwólmy poetom walczyć.Dialog to walka, poezja to nadzwyczajny pojedynek. Poezja to arena, na której gladiatorzy walczą o przetrwanie, o honor, o prawdę, o życie. Ten pojedynek niezmiernie mnie fascynuje. Pewnie dlatego, że sama poddaję się bez walki…

Czytam Pięćdziesiąt cztery sonety Cezarego Sikorskiego i zauważam, że poeta walczy codziennie szukając słów, którymi nazwie siebie. Poeta szuka chwil wartych opisania, analizuje przestrzeń dookoła i jak morderca planuje zbrodnię. Drażni go przypadkowość, brak logiki, pochód znaczeń i głębia sensu. Wiersz jest dowodem zbrodni, słowa są jej narzędziem. Cezary Sikorski błyskotliwie żongluje tymi narzędziami. Buduje słowem symboliczną rzeczywistość, którą włada jego prywatny genius loci. Poeta sam sobie jest panem i władcą, ma dostęp do boskich mocy. Nie potrzebuje alibi, wie, kiedy użyć diabelskich sztuczek. Nakłada gestom maski z wosku, nicuje wersy z listów świętych. Poeta wie, kiedy ma milczeć i kiedy ogrom znaczeń zamknie go w zdań pułapkach. 

Jaki jest ten poeta, morderca doskonały? Jest niestrudzonym badaczem języka i jego niuansów. Poszukuje w zdaniach drugiego dna, od którego będzie mógł się odbić. Ma naturę samotnika, rozmawia sam ze sobą. Słowa są nie tylko istotnym narzędziem walki ze światem. Są też pokarmem i budulcem osobowości poety. Bez słów poeta jest martwy. 

Poeta ma swoich bogów. Tworzy im ołtarze, interpretuje ich słowa, mierzy się z ich wielkością. Walczy o ich pamięć. Cezary Sikorski ceni sobie R. M. Rilkego. Wydobywa z Elegii duinejskich nowe znaczenia. Zauważa, że świat nie jest naszym domem, a my z każdym oddechem – po cichu – się ulatniamy. Pełen filozoficznych refleksji cykl Wyimki z Elegii duinejskich R. M. Rilkego zaskakuje ciężarem słów. Żyjemy w czasach, gdzie chwałą jest kwitnąć albo umierać młodo. Czy to drwina poety, czy to żart? Dlaczego poeta szydzi, rani serce, podcina nogi? Odpowiedź wydaje się prosta: nie ma świata innego niż wewnątrz, otaczająca nas rzeczywistość jest uboga i płytka, pozbawiona metafizyki. Najważniejsze pojedynki toczymy wewnątrz, największe zbrodnie dokonują się w nas. Jesteśmy najwspanialszą areną największych cudów świata. 

Cezary Sikorski w Pięćdziesięciu czterech sonetach bardziej niż o sobie, mówi o świecie w ogóle. Ogarnia świat słowami, próbuje świat pokonać. Choć walka wydaje się nierówna, wychodzi z niej zwycięsko. Zdobywa góry pojęć dawno zapomnianych i odkrywa ich pierwotne znaczenia. Najważniejsze dla poety są rzeczy proste: dom, drzewo, most, studnia, okno, te, które giną szybko, a których nie doceniamy, wzlatując wciąż wyżej i wyżej. 

Cezary Sikorski to poeta wdzięczny. Wdzięcznością obdarza swoich bliższych i dalszych znajomych. O Wacku Mejbaumie mówi, że mieszkał w porządku upadłych idei. Wspólnie z Bogdanem Zdanowiczem zazdrości cichym sprzętom prostej egzystencji. Z Karolem Samselem bada nowy kształt rzeczy i szukazapomnianego dialogu słów samych ze sobą. W wierszu zadedykowanym Kasi Żabińskiej z bólem porównuje życie poety do spektaklu, który zbyt szybko się kończy. 

Cezary Sikorski to także poeta wrażliwy muzycznie. Poświęca cykl wierszy Sztuce fugi J. S. Bacha. Odkrywa poszczególne dźwięki i ich znaczenia dla całości dzieła. Ale to nie powinno dziwić. Sikorski z takim samym pietyzmem podchodzi do słów, które tworzą wiersz, jaki i do dźwięków tworzących dzieło Bacha. Wszak słowo i dźwięk to podstawa dzieła. W swoim cyklu nawiązującym do dzieła Bacha dokonuje precyzyjnej operacji łącząc elementy muzyczne z filozofią życia. Zwraca uwagę na podobieństwa. Tak, jak w muzyce, tak i w życiu są chwile, kiedy trzeba zwolnić tempo, aby złapać oddech, wyostrzyć zmysły lub przygotować się na ucztę. W przestrzeni muzycznej można dostrzec istotne elementy życia: narodziny, istnienie, śmierć. A z tyłu jest wszystko, co już było z przodu. Dostrzegam tu barokową nutę przemijania i kruchości wszystkiego, ale także świadomość następstwa czasu. Nieprzypadkowo więc zatytułował poeta swój cykl wierszy Sztuką fugi. Tak fuga (utwór muzyczny) jak i sonet (utwór literacki) są zaliczane do najkunsztowniejszych form wyrazu artystycznego. Obie wymagają dbałości o kształt, są trudne i pełne symboliki. Sikorski szuka tych symboli i podobieństw, drąży temat życia, jako motywu przewodniego. To olbrzymia sztuka znaleźć analogię i umiejętnie ubrać ją w słowa. 

Wypada na zakończenie powiedzieć, że tomik Pięćdziesiąt cztery sonety został podzielony na 6 rozdziałów, które w sposób szczególny tworzą spójną całość. Aż mnie kusi, aby zestawić ze sobą wersy z wiersza otwierającego oraz zamykającego ten tom:

 

- Gdy my, wciąż przytomni, blisko skrzeku modlitw,
powielamy słowa, które są jak trawa.
W niej szukamy śladów. Wciąż grzebiemy w ziemi
przerażeni pięknem. (…)

- (…) Gdybyśmy dzisiaj
się urodzili z brodą świetlistą
starych proroków, cóż byśmy mogli
mówić o świecie? (…)


Przeszłość i przyszłość, a pomiędzy nimi my! Uczymy się przeszłości i z niej czerpiemy. Jeśli nie mamy nic do powiedzenia, milczymy. Sikorski otworzył tomik nawiązaniem do Friedricha Hölderlina, a zamknął Paulem Celanem. Jednego i drugiego cechuje wrażliwość, z którą Cezary Sikorski się identyfikuje. Uznanie należy się również za mozolną pracę nad sonetem. Pięćdziesiąt cztery sonety zarówno tematycznie jak i formalnie zasługują na miano dzieła perfekcyjnego.

 

 




   
2017 © Zaułek Wydawniczy Pomyłka || CMS System powered by media-projekt.pl || Design by Promoline