Cezary Sikorski, Droga z Daulis do Delf. Zaułek Wydawniczy „Pomyłka”, Szczecin 2010.

W debiutanckim tomie wierszy Cezarego Sikorskiego pt. Droga z Daulis do Delf tkwi coś niepokojącego. Nie sposób powiedzieć, że zbiór jest manieryczny, autor posiadł bowiem zdolność wyznaczania odpowiednich proporcji i miar dystansujących głos mówiący od jego światoobrazu. O wiele bardziej zastanawiająca jest jednak monotoniczność ikonosfery Sikorskiego, fakt, że brak obrazom poety przenikania, dyspersji i zmian stopni oddalenia. Patronem Drogi z Daulis do Delf mógłby być Seneka lub Marek Aureliusz, ale nie Heraklit z Efezu lub Zenon z Elei. To, co Sikorski opisuje za pomocą figur Eurydyki, Klitajmestry i Orfeusza, wydaje się wyłącznie martwym freskiem, ekspozycją wątku jedynie, nie zaś jego „ekspiacją”. Czym zaś jest utwór, który nie przemienia sam siebie? Owszem, bogiem, ale – mówiąc językiem podmiotu Szkiców antycznych – bogiem odchodzącym, afatycznym, nieprzejrzystym, bynajmniej nie demiurgiem ani architektem z platońskiego Timajosa. Wydaje się jedynie dyktatem i opresją władzy:

Z czasem bogowie stawali się nienaturalnie masywni;
prawie nieludzcy.
Wchodzili na coraz wyższe piedestały
i coraz trudniej im było nocą z nich schodzić.
Ich głosy nie przenikały ciemności.
Nie potrafili już mówić;
nawet do siebie.
Żyli w oderwaniu, osłabieni własną wielkością;
samotni.

(Szkice antyczne XI. Jak odchodzili od nas bogowie)

Waham się przed stwierdzeniem, że niniejszy tekst jest krytyką postawy twórczej Cezarego Sikorskiego. Raczej ma on zwerbalizować trudną do ujęcia obawę, że restytucja poetyk klasycznych w Drodze z Daulis do Delf może wydawać się w ujęciu całości wyraźnie nieprzekonująca. Sikorski sprawia wrażenie uwięzionego we własnym odbiciu i bynajmniej nie pomstuje tu obsesyjny nawrót motywów antycznych, ale brak ich aktualizacji lub interioryzacji. Wydaje się wręcz, że Droga z Daulis do Delf nie posiada aktualności, jej ego subiectum zaś jest rozproszone w tle obrazu. Wrażeniem dominującym po lekturze całości jest konsternacja – Sikorski radykalizuje bowiem figurę antyczną, obierając via antiqua, wiodącą z Daulis do Delf, kwestionując zaś jakąkolwiek via moderna, zdolną wydobyć podmiot jego wierszy z metafizyki pułapki, z labiryntu Minotaura, z fatum. To najwyraźniej nic innego jak tylko metafizyka greckiej tragedii – czy tym samym Droga z Daulis do Delf ma być wyłącznie powtórzeniem Orestei Ajschylosa?

Stoję na drodze z Daulis do Delf.
Naprzeciw mojego syna.
Droga wąska. Brzegi jej strome.
Dwaj ludzie się tu nie miną.

(Lajos i syn)

Jeśli debiutancki tomik Cezarego Sikorskiego miałby być rodzajem estetycznej repetycji – tę obawę w niniejszym szkicu usiłowałem uzasadnić – powtórzenie to musiałbym uznać za immoralne. O szkodliwej interferencji sądów zmysłów i umysłu (tj. sądów afektów i sumienia) Fryderyk Schiller w traktacie Kallias, czyli o pięknie pisał w sposób następujący:

Dla moralności charakteru może to być bardzo niebezpieczne, kiedy zbyt ścisła wspólnota panuje między zmysłowymi i moralnymi popędami, które jedynie w ideale, a nigdy w rzeczywistości, mogą być ze sobą w pełni zgodne. Wprawdzie zmysłowość nie pozwala sobie w tej wspólnocie na nic, bo niczego nie posiada, czego nie musiałaby oddać, gdy tylko przemówi obowiązek, a rozum zażąda ofiary. Dla rozumu jednakże, jako dla moralnego prawodawcy, będzie tym bardziej ryzykowne, jeśli pozwoli sobie przyjąć w darze od skłonności to, czego mógłby od niej zażądać; bo pod pozorem dobrowolności łatwo można zagubić poczucie zobowiązania.

Czy w Drodze z Daulis do Delf nie dochodzi do tego, przed czym przestrzega w dziele z 1793 r. Fryderyk Schiller? Na ile antyk w debiucie Cezarego Sikorskiego staje się przedmiotem twórczej introspekcji podmiotu, na ile zaś zostaje spetryfikowany w estetycznej dialektyce, sytuującej problem tzw. antycznego rozumu lub antycznej wartości moralnej poza kręgiem opisu? Drugą z moich wątpliwości jest to, czy Droga z Daulis do Delf odnosi mit śródziemnomorski do mitu nowoczesności. Czemu Cezary Sikorski rezygnuje z możliwości kształtowania współczesnej poezji metafizycznej?

Czy rzeczywiście wszystkim rządzi fatum, a „bogowie żyją w oderwaniu, osłabieni własną wielkością i samotni”? Konstatacja Sikorskiego nie wydaje mi się prawdą o antyku, raczej jest utopią bądź instrumentalizacją elementów świata antycznego. Antykizowaniem. Dramat współczesnej niewyrażalności helleńskiego fenomenu doskonale oddaje Zbigniew Herbert w eseju Próba opisania krajobrazu greckiego: „Pokusa opisywania i porażki opisywactwa. Nie udało mi się nawet wyrazić kształtu i koloru oliwki. A przecież znam dokładnie przynajmniej jedną tuż koło muru ogradzającego pałac Minosa w Knossos. Policzyłem wzrokiem wszystkie jej liście i noszę w sobie dokładnie jej kontur. Ale trzeba być Dürerem, żeby z tego doświadczenia zrobić przedmiot.”

Od tego rodzaju negatywności należało by wyjść, przygotowując tak ambitną i złożoną próbę poezji metafizycznej, jaką mogłaby być Droga z Daulis do Delf.