Dzisiaj jest wtorek, 17 października 2017 roku
 O nas     Wydarzenia     Publikacje     Zapowiedzi     Recenzje     Autorzy     Artyści     Kiosk     Kontakt
  Publikacje

  HOME  

Jan Kurowicki, Migotanie osobności. Szczecin 2014, s.110

Stale w tych wierszach ocieramy się też o sacrum. Autor korzysta często z biblijnej matrycy. Ale do „poezji kapłańskiej” mu daleko, a raczej nie po drodze. Radzę zatrzymać dłużej wzrok na siedmioczęściowym poemaciku pt. Traktat niemoralny. Gra z tytułem Miłosza zawiedzie cię, Czytelniku, bowiem Kurowicki podaje nam swoją wizję rzeczy. Oto część druga tego utworu: Na początku była historia bogów / I herosów, // Ale zbyła się / W wiecznej grze żywiołów. // Potem królów i bohaterów, / Lecz zostały po niej / Ledwie zabytki. // Wreszcie państw i narodów, / Które tylko śnią / Swe trupie / Przeznaczenie. // Teraz, po tym wszystkim, / Nie sposób pozbierać się / Z płaczu i śmiechu.

To ostry wiersz. Demitologizujący patos różnych ksiąg oraz sprowadzający pamięć historyczną do realiów. To gorzki wiersz – pozbawiony uniesień i złudzeń. To właśnie u Kurowickiego jest fenomenalne – ta jego kulturowość wciąż zderzająca się z realizmem i tzw. zdrowym rozsądkiem. Dla mnie najistotniejsze jednak jest to, że nie czyni on tego w sposób chuligański, lecz intelektualny. Niemal każdy jego wiersz jest swoistym traktacikiem. Zdroworozsądkowym, choć – co znakomite – nie rujnującym poetyckości poezji. Bo ten autor nie zgubił liryzmu po drodze.

W całości chcę jeszcze przytoczyć wiersz pt. Arkadia. Oto on: Dogorywam w małym kraju. / / To taki zamknięty pojemnik na śmieci historii, / Którego nie ma gdzie i poco wypróżniać. // Rojno w nim i ciasno od istnień przy nadziei. // Szukają one wyjścia zeń, a śmieci historii szeleszczą / I odrzucająco śmierdzą. // Niekiedy ktoś głupieje i udaje władcę, kapłana, / Proroka albo poetę. // Czasami przypadkowy domokrążca podnosi wieko / Pojemnika, szukający resztek jedzenia // Patrzy na nas z góry, obojętnie jak Bóg. / I szybko przywraca ciemność. // Pokrywa nas wtedy pleśń jak / Stary chleb. // Kwitnie i pachnie zmartwychwstaniem.

A to Polska właśnie! Ładna mi Arkadia! Ten realistyczny sarkazm jest bolesny, ale w jak piękną parabolę poetycką włożony. To osobliwa cecha Kurowickiego: on chodzi po śmietnikach, trzymając głowę w Wielkich Metaforach. Jego turpizm wynika z jego ideałów, które gniją na oczach kolejnych generacji, zamieniających się w kolejnych barbarzyńców. Błędne koło atrofii świata coraz bardziej oddalającego się od kanonu Dobra i Harmonii. Wizja historii destrukcyjnej. I chyba tylko jeszcze wiara w wiersze idealistycznie to wszystko rejestrujące. Bo i one naprawić niczego nie mogą; pozostając głosem na pustyni.

W kolejnej partii tomiku Kurowicki przywołuje „przypadki” różnych postaci: bohaterów literackich, poetów, pisarzy. To ciekawe sploty powikłań między sztuką a życiem, sukcesem a klęską. Wiecznie ten splot między dobrą nadzieją i intencją, a klęską doświadczeń. I narastający rozpad kolejnych ideałów, które rodziły się w głowie, lecz ciemniały w oczach. I takie oto zdanie: z wolnością bawisz się w mdłości.

Egzemplifikacje tych wszystkich rozczarowań toczą się w tym zbiorze od czasów Antyku po nasz dzisiejszy dzień. Ta ogromna przestrzeń historyczna i kulturowa powoduje, że Kurowicki ucapia jakiś mechanizm. Może to fatum, może przeznaczenie, może tylko normalność, na którą nie zgadzamy się lub której nie pojmujemy? Tak czy owak wyjdziecie z tej lektury bez nadziei na własne szczęście.

W końcu poeta dobiera się do samego siebie. Mamy tu garść bardzo prywatnych zwierzeń. Ale i one mroczne. Jedna z point brzmi tak: …jestem tylko rytmem senności. Ona spaja pory / Doby. Włada mymi stopami. Ten rytm to echo świata. Marudzi tu moja / Obecność i usiłuje się z nim pogodzić. Smutny to koniec, ale wysnuty z bagażu lat i doznawania starości. Na szczęście Kurowicki nie wpada w tony tetryka, nie widzę tu nawet roztrzęsionej skargi. Mam go za stoika. Lecz zrozumiałe, że nawet stoika szlag trafia, gdy patrzy na świat z perspektywy dwudziestu wieków i na własny żywot, który jest li tylko wypełnieniem Klęski wpisanej w Matrycę.

Po przeczytaniu tych wierszy zadawałem sobie pytanie, czy świat nie mógł się potoczyć lepszą dla nas drogą? Zapewne były powody, że nie mógł. Jedyna nadzieja, Janku, w tym, że niedługo wszystkiego się dowiemy. Ale i obawa: czy to, czego się dowiemy, nie będzie jeszcze gorsze?

Leszek Żuliński

 




   
2017 © Zaułek Wydawniczy Pomyłka || CMS System powered by media-projekt.pl || Design by Promoline