Dzisiaj jest wtorek, 12 grudnia 2017 roku
 O nas     Wydarzenia     Publikacje     Zapowiedzi     Recenzje     Autorzy     Artyści     Kiosk     Kontakt
  Publikacje

  HOME  

Jerzy Borowczyk, Michał Larek, Przywracanie, wracanie. Rozmowy szczecińskie z Arturem Danielem Liskowackim, Szczecin 2014, s. 296

Lektura książki Przywracanie, wracanie, będącej zapisem rozmów Jerzego Borowczyka i Michał Larka z autorem Capcarap, uświadomiła mi, kim dla Artura Daniela Liskowackiego był Ryszard Liskowacki. Relacja, która wcześniej była dla mnie czymś zwyczajnym, wszak wielu synów „dziedziczy” zawód ojca, dzięki wielowątkowej opowieści nabiera cech wyjątkowych. A przecież głębia tej relacji stała przede mną otworem już wcześniej. Tyle, że nie byłem w stanie jej dostrzec. Choćby wówczas, gdy w lutym 2008 roku w rozmawiałem z ADL (to po prostu „marka”, powszechnie rozpoznawalna i czytelna, stąd pozwalam sobie na jej użycie) o niepublikowanym dzienniku jego ojca zatytułowanym roboczo Ja. Pracowałem wówczas nad książką o dramatycznym klinczu w jakim zwarły się w styczniu i lutym 1971 roku szczecińskie społeczeństwo i władza, a także nad wielobarwnym zbiorem tekstów poświęconych Grudniowi ’70 (wspólnie z Maciejem Kowalewskim i Pawłem Miedzińskim). ADL zgodził się napisać esej stanowiący znakomite do niego wprowadzenie. Dla niego samego był to powrót do lat dawnych i dawniejszych. Do tego, co o tragicznych wydarzeniach 1970 roku mówiło się w jego rodzinnym domu, ale też tego, co opisał w opowiadaniu Pojedynek z tomu Dzikie koty. Gdybym wtedy był uważniejszym słuchaczem i czytelnikiem zrozumiałbym, jak mocno w jego słowach obecny jest ojciec i jak wiele ADL dziedziczy od niego choćby w kwestii spojrzenia na historię. Przy wszystkich różnicach, których jest oczywiście bardzo dużo. Obaj są, jak mi się zdaje, cichymi rzecznikami braudelowskiego „długiego trwania”, choć też zdają sobie sprawę z wagi tzw. momentów przełomowych. Bardziej czytelne jest to u ADL, zarówno w jego powieściach, jak i eseistyce, ale przecież nawet Roman, bohater Dnia siódmego, który tuż po przybyciu do Szczecina stwierdza: „Nie umiałem wytłumaczyć prawami historii tragicznych spraw człowieka, który nie zdążył wypić herbaty we własnym mieszkaniu”, w ostatecznym rozrachunku podejmuje decyzje o tym, aby pozostać i budować. Tu. W tym miejscu. W owym „punkcie zero”. Podobnie jak Ryszard Liskowacki, który po dwudziestu kilku latach od przybycia do Szczecina podejmie próbę napisania powieści osadzonej w realiach międzywojennych, a więc niemieckich. 

Eryk Krasucki w Posłowiu 

 




   
2017 © Zaułek Wydawniczy Pomyłka || CMS System powered by media-projekt.pl || Design by Promoline