Dzisiaj jest niedziela, 20 sierpnia 2017 roku
 O nas     Wydarzenia     Publikacje     Zapowiedzi     Recenzje     Autorzy     Artyści     Kiosk     Kontakt
  Publikacje

  HOME  

Karolina Kułakowska Puste muzea, opracowanie graficzne oraz ilustracje Jarosław Eysymont, skład i łamanie Ludwika Hawryszuk. Szczecin 2013

W utworach swoich łączy Karolina Kułakowska różne sztuki - poezja przeplata się z malarstwem, malarstwo z muzyką. Wyraźne jest zafascynowanie autorki secesją, malarstwem impresjonistów, przywołuje w wierszach Egona Schielego, Oscara Kokoschkę, Mary Kassat, Gustawa Klimta, Claude'a Moneta, Eduarda Maneta, Williama Blake'a. Obecna jest też w wierszach muzyka - symfonie Beethovena, „Piąty Kaprys” Paganiniego, odległe pieśni Almy Marii Mahler-Werfel.

Poetka sama jest artystką - malarką, w 2011 r. uzyskała dyplom z malarstwa u prof. Lecha Kołodziejczyka na Wydziale Artystycznym Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie, malarskie fascynacje lśnią więc kolorami w wielu utworach: Mamy na myśli kolor,/ a wpobliskim ogrodzie ustawiono czerwoną altanę./ Mary Cassat jest zadowolona z tych kontrastów/ i maluje dzieci w zielonych sukienkach./... / Biorę białą czekoladę... („erotyk paryski”), czerwona rękawiczka została/ w twoich ustach/ Podobno kolor jest nieskończony. Wyszukać go mogą zielone zasłony w deszczu. („kompozycja w błękitach”), Za mało mi ciebie, więc zmieniam/ kolor załon na bliższy./ W błękicie wszystko jest możliwe/ .../ odnajdujesz mnie / pomiędzy turkusem a szarością. („erotyk w kwadracie [za mało mi ciebie]”), Biel, zbyt wiele bieli pod niebem („Skorpion”), Powoli wychodzą na błękit / jasne przesłania („Ryby”), Zielone witraże pojawiają się w polu widzenia („Byk”), Grudniowo? Nie, granatowo, często mroźnie i wietrznie./ Żółte akcenty pojawiają się w polu widzenia. Żyjemy/ na skraju ognia, a czerwień zabarwia nam włosy. („Strzelec”), W południe budzą się zielenie. Gryzą oczy./ Między wzgórzami rodzi się czerwona trawa. („Baran”), Na dole ścieżki wyklejono czarnym atłasem/ w pełni barw („Bliźnięta”).

Poetka wprowadza nas w barwny, zaczarowany świat, w którym kolory przenikają się wzajemnie i tworzą wciąż nowe zasłony. A wśród tych wielobarwnych zasłon rodzi się miłość – zmysłowa, dojrzała, odważna... Autorka dokładnie wie, czego pragnie od mężczyzny i umie to wyrazić. Wiersze przesycone są erotyzmem, ukazują emocje, działają na zmysły, często przekazują nie tylko rzeczywistość, ale i kobiece fantazje piszącej: Oczekuję cię pieszcząc palcami kanciastą lirę. („Tryptyk o rycerzu i poezji”), co by było, gdyby/ podświetliły się te wszystkie miejsca, dotykane/ przez ciebie na wiele sposobów. („biała skóra”), Myślę, że usiadłabym na blacie i wysmarowałbyś mi/ nabożnie nogi olejem(„czerwona bluzka”), jestem znawczynią/ najzwyklejszej miłości, wielokrotnie szczytuję/ we śnie („poezja”), To przyjemne, kilka minut po, a może w trakcie/ wyczuwać imbir i kardamon./ Wokół fragmenty/ peleryny, rozwiane włosy („IV – 3.”), Mamy rosę na pośladkach i trawę w ustach („pory dnia – 2.”), Nagle w całkowicie nie moim ubraniu/ odnalazłam zużytą miłość, która odbywała się/ na podwórzu i która wydawała się pod starą ławką/ prawie święta („pory dnia – 3.”), gdybyśmy założyli obce peruki i rękawiczki/ to moglibyśmy kochać się z kimś innym./ Zupełnie otwarci i niezupełnie nadzy.(„pory roku – 2.), Gdzieniegdzie szara trawa/ ociera łydkę. Nasze ciała wyśmienicie dopasowują się/ do sytuacji, tak sądzę, naginają zgodnie z prawdą. („Lew”).

Mimo tak wielkiego nasycenia wierszy erotyzmem, nie ma w nich pornografii, jest czysta zmysłowość kobiety wiedzącej doskonale o sile własnej seksualności, cieszącej się tą wiedzą i tą siłą. Kobiety, dla której ciało jest świątynią, a miłość najcenniejszym klejnotem i największą sztuką.

Książka Karoliny Kułakowskiej podzielona jest na trzy części. Pierwsza to „cichy wernisaż”, zawierająca wiersze przybliżające sztukę, opiewająca piękny okres schyłku dziewiętnastego wieku, przywołująca malarzy i muzyków. Już w rozpoczynającym tę część wierszu „erotyk paryski” jest dedykacja „mężczyźnie od nenufarów” - możemy sobie wyobrazić niejeden z cudownych obrazów Claude'a Moneta, tchnących spokojem i wabiących kolorami. Słynna impresjonistka Mary Cassat, która malowała przede wszystkim sceny rodzinne, ubrała dzieci w zielone sukienki. Słychać w wierszu jeden z natrudniejszych, a zarazem najsłynniejszych utworów na skrzypce - Kaprys nr 5 Niccolo Paganiniego, który porównać można do odgłosu deszczu na nagiej skórze. W środku tego wszystkiego zaczyna brzmieć symfonia, w takt której zaczynają skrzypieć halki i mokrepodwiązki ocierają się o uda. A cała ta zmysłowa scena skąpana jest w zapchu cynamonu i wanilii. Bardzo malarski opis!

Malarstwo i muzyka często są inspiracją dla poetki, dlatego w„kompozycji w błękitach” zapewnia: To nic, że dopowiadamy się, jak malarstwo / i muzyka u Blake'a. Romantyczne klony/ zaczęły się rumienić. Gustava Klimta mozemy odnaleźć w „erotyku w kwadracie [za mało mi ciebie]”: Twoje palce pachną tytoniem i farbą./Szafirowe mozaiki wplatasz we włosy./ Na biodrze zapłonął złoty kwadrat; oraz w „Tryptyku o rycerzu i poezji”, gdzie autorka przypomina XIV Wystawę Secesji Wiedeńskiej, na której Klimt zaprezentował manichejski fryz ilustrujący idee zawarte w IX Symfonii Beethovena. Natomiast wiersz „żywa natura z dzbankiem w tle” przywodzi na myśl uwiecznionego na starej, wytartej fotografii Maneta.

W ten kolorowy, pulsujący świat obrazów i muzyki wplecione są ciała namiętnych kochanków, słychać przyspieszone oddechy i czułe szepty.

Drugą część książki zatytułowała poetka”portret zbiorowy”. Porusza się w niej ostrożnie pomiędzy sacrum a profanum, prowokuje, szokuje, drażni... Przeciwstawia piękno twarzy świętej z obrazu pięknu twarzy wspólczesnej dziewczyny: Mówiłeś wtedy, że mam twarz, jak gotycka/ Madonna z głównego ołtarza. Zastanawiałam się/ czy to z powodu wysokiego czoła, a jeśli nie, to z jakiego innego; i pyta: jak Ona zareagowałaby na te słowa, wiedząc o/ tym/ co wcześniej, co z kim. O knotach zgaszanych w tym ciele,/ przygryzanej z rozkoszy wardze./.../ Myślę że byłoby jej niesmacznie.(„biała skóra”).

W zmysłowy sposób opowiada o wiosennym spotkaniu: Rozebrani do połowy/ wchodziliśmy niespokojnie po schodach./ .../ W pokoju/ położyłam się na stole, rozluźniona, jak/ splot znoszonego swetra. Przypomniały mi się wtedy/ wszystkie uczty, które odbyliśmy na tym niewinnym/ obrusie/ ... / mosiężny Chrystus zasłonił się pajęczyną. („wieczerza”). Wplata wstążkę erotyki w niewinny spacer po mieście: przyjemny spacer w szerokim mieście,/ a kocie łby zaglądają między uda./ ... / a praca to taki rodzaj masturbacji:/ niby dobrze, ale nie/ do końca. („pierwsze spotkania”); a także w opis zwiedzania zabytkowej świątyni: Znowu przez moment/ czuję się prawie święta, gdy oddalam się od ciebie/ i potrafię nie myśleć o tym, co między udami./.../ Szybko wychodzę, wcześniej maczając dłoń w wodzie./ Po wszystkim głaszczę swój pośladek. („barok klasycyzujący”). To, mam wrażenie, świadoma prowokacja, chęć przełamania pewnych barier myślowych, chęć pokazania, że można pisać na każdy temat, jeśli robi się to w dobrym stylu. A Karolina Kułakowska pisze w takim właśnie dobrym stylu, piękną polszczyzną, wiersze są znakomicie skonstruowane, czytanie ich jest prawdziwą przyjemnością. I nawet jeśli w tomiku znalazły się dwukrotnie wyrazy niecenzuralne, to podała je autorka jako cytat, w sposób nie psujący ogólnego wrażenia. Wśród młodych poetów często spotyka się nadmierne szafowanie wulgaryzmami, słowami obscenicznymi, obrzydliwymi, niemiłymi w odbiorze... U Kułakowskiej nie ma czegoś takiego, bo nawet tekst wiersza, w którym użyła tych słów, wyraźnie wskazuje, że autorka jest przeciwna wulgarnym zwrotom: Dziś od rana słyszę nowy zwrot nagle może zbyt/ wyraźnie: słyszę: dżizaskurwajapierdole. (Koniec sztuki, a może początek?). Próbuję to połączyć,/ próbuję postawić razem obok siebie, bez zbędnych spacji, choć nie znajduję wspólnego mianownika. (postmodernizm”).

Trzecią część książki stanowią „większe pejzaże”. Zawarte w niej wiersze pełne są symboli, znaków, żywiołów... Ta część jest mniej wyraźna, mniej czytelna, zmusza do zastanowienia się, większego analizowania tekstu. Poetka porusza się w dziwnych, nie do końca realnych przestrzeniach, w nieokreślonym czasie: Ziemia, dużo ziemi. Początkowo/ łączą nas śluby milczenia. Czasem/ dęby zrzucają czarne liście.(„żywioły – I.”), Powiedział: powietrze gęstnieje, zapamiętuję/ cięcia. Góra – dół. Gęsi, znikający za kasztanem klucz. Wywołaliśmy białe smugi i środkowowschodni wiatr. („żywioły – III”).

Dzieli wiersze na cykle związane z porami dnia, porami roku. Swoje obserwacje ludzi i zdarzeń, swoje przeżycia emocjonalne łączy ze zmieniającymi się znakami Zodiaku: Wspominałam już, każdej jesieni pojawiają się/ wilgotne nici. Czytają z nich przyszłość samotne/ kobiety, gdy nie ma nikogo w zasięgu./ Deszcz, ażur, poranne słońce./.../ Skanowałeś na mnie liście, aż zabrakło kolorów.(„Panna”), Czasami/ chciałbyś rozgrzać mnie oddechem. Biel, zbyt wiele bieli,/ w końcu lód. Historie zostają głęboko pod kożuchem. („Skorpion”), Przejaskrawione kontakty/ w polu widzenia. Odeszliśmy od zimnej ziemi i ciepła/ pomiędzy nami. Myślę że przeciążają kompozycję. („Byk”), Lipiec, dzień w pełni. Słońce parzy bladą skórę./ Czerwone placki, a jesteśmy na wyciągnięcie gałęzi./ Nic bliżej, nic dalej. Lipiec, woda mętnieje od ruchu rąk./ Jesteś, choć cię nie widzę. („Rak”).

Bardzo dobry debiut poetycki, najlepszy w ostatnich latach. Zachęcam do przeczytania książki „Puste muzea”. A o Karolinie Kułakowskiej pewnie nieraz jeszcze usłyszymy.

Kalina Izabela Zioła

 




   
2017 © Zaułek Wydawniczy Pomyłka || CMS System powered by media-projekt.pl || Design by Promoline