Dzisiaj jest wtorek, 17 października 2017 roku
 O nas     Wydarzenia     Publikacje     Zapowiedzi     Recenzje     Autorzy     Artyści     Kiosk     Kontakt
  Publikacje

  HOME  

Leszek Żuliński, Totamea. Ilustrowana przez Teresę Babińską. W opracowaniu Karoliny Babińskiej. Szczecin 2013

Beata Golacik na portalu PISARZE.PL

Komentarz do lektury… „Totamea” Leszka Żulińskiego

Przyszło mi opowiedzieć o wyjątkowej książce, na której odbiór składają się trzy równoważne elementy: forma, obraz i tekst. Określić tę publikację przymiotnikiem „piękna”, to niewystarczające. Piękno jest pojęciem szerokim i w odniesieniu do tej książki wydaje się szczególnie nieprecyzyjnym. Spotykamy się  bowiem nie tylko i nie tyle z pozycją wydawniczą o wysokich walorach estetycznych (to możemy obserwować w wielu dziełach), ile ze zjawiskiem przenikania się różnych dziedzin sztuki, dynamicznym synkretyzmem, dzięki któremu, każdy z elementów publikacji zyskuje na wartości, jakby wzajemnie „podbijając” swoje notowania. Ekskluzywna forma – elegancja składu, jedwabista gładkość papieru, eksponują walory grafiki, ta zaś przydaje głębi zamieszczonym tekstom. To się nie zdarza często. Tomik wierszy Leszka Żulińskiego – „Totamea”, wydany przez Zaułek Wydawniczy Pomyłka, nazwałabym „książką trzech zmysłów”. Sensualność bowiem zdaje się być ważną płaszczyzną „porozumienia” między książką a czytelnikiem, z którym nawiązuje ona kontakt właśnie poprzez zmysły: dotyku, wzroku i słuchu (słowa).

Dlatego nie sposób nie odnieść się na początku do wizualnej strony tomiku, w którym ilustracje stanowią autonomiczną całość, jaką można „smakować” niezależnie od treści. Grafiki Teresy Babińskiej nie sprowadzają się tu do roli dopełnienia, czy obrazowania wierszy. One im towarzyszą jako odrębne dzieło sztuki. Czytając tę książkę, miałam wrażenie uczestnictwa w wernisażu, podczas którego dane mi było obserwować zjawisko „dwukierunkowej” ekfrazy, gdzie wiersze i obrazy interpretują się wzajemnie i doprawdy trudno rozstrzygnąć, czy grafiki uszczegóławiają świat przedstawiony poety, czy na odwrót – rzeczywistość obrazu przetworzona jest na język poetycki. Ilustracje do „Totamei” przywodzą mi na myśl malarstwo Marca Chagalla. Nie ma tu, rzecz jasna, odwołań do fenomenalnej kolorystyki mistrza, mamy przecież przed oczami czarno-białe grafiki z elementami w odcieniach szarości, brudnej zieleni czy sepii. Chodzi mi raczej o kształty postaci – obłość ich gestów, jakby opisanych na okręgach, elipsach, a także jakiś rodzaj uniesienia, lotu, ruchu – co zresztą dobrze koresponduje z wymową wierszy. Żałuję, że tylko w ten sposób – amatorski i zdawkowy – mogę nawiązać do kompozycji Teresy Babińskiej.

Całość dostępna pod adresem:  http://pisarze.pl/recenzje/4700-beata-golacik-komentarz-do-lektury-totamea-leszka-zulinskiego.html

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Anna Maria Musz

„A imię twoje...”, czyli „Totamea” Leszka Żulińskiego

z zamkniętymi oczami rysuję cię w sobie,

na razie jest to szkic rozsypujący się na drobne.

Tak zaczyna się niezwykła historia malarza i modelki – niezwykła, bo opowiadana właściwie bez fabuły, za to usytuowana w niezwykle bogatej scenerii odczuć, wrażeń, wahań i ambicji. Najnowszy tomik „Leszka Żulińskiego przesycony jest odwołaniami do malarstwa, jednak od pierwszych słów tej książki wyczuwamy, że nie o malarstwo tu chodzi. Sztuka służy za pretekst i symbol, w niej – jak w bursztynie – można zatrzymać ulotne wrażenia i zmienność emocji. Kiedy Leszek Żuliński pisze o poezji, widać, że literatura i życie przenikają się w jego wyobraźni do tego stopnia, że mogą się wzajemnie określać. W przypadku malarstwa (czy też rzeźby) jest nieco inaczej: zamiast szukać słowa – szuka się koloru, ale on jest bardziej ulotny, niż słowo. Obraz potrafi zresztą nagle zamienić się w wiersz, jak w „Nieśmiertelnych”, w których płótno i rama kojarzą się podmiotowi lirycznemu z trumną i całunem Romea i Julii, by nagle objawić się w najczystszej postaci wiersza. Różne formy artystycznego wyrazu przenikają się: sztuka jest jedna, tylko w wieloraki sposób wyrażana.

Nie ma zatem wielu sztuk, podobnie, jak nie ma wielu oddzielnych form zła ani zachwytu. Starogrecki Hades okazuje się tożsamy z Mefistem, który wiele wieków później przyjdzie po Fausta („Spacer do sklepiku”). Zachwyty przodków nad pięknem wracają do wnuków, bo całą historią cywilizacji rządzą memy – cząstki zbiorowej pamięci, przekazywanej w niewyjaśniony sposób. „Totamea” zawiera zresztą wiersz poświęcony wyłącznie tym właśnie cząsteczkom. Memy są tu ponadczasową nicią wspomnień, natchnień i fascynacji:

(…) to wszystko gdzieś się spotyka – na przykład Nike wiążąca

sandał, tancerki Degas, twoje palce na tym ramiączku...

(„Memy”)

Rzeczywistość tkwi w przeszłości. Ludzie dźwigają bagaż nie tylko własnych, a też cudzych emocji, przeżyć czy też Mitów (Mit – jako uniwersalna historia, w której można się odnaleźć - nadal pozostaje bardzo ważną kategorią w poezji Leszka Żulińskiego). Wiersze autora „Totamei” znakomicie wprowadzają czytelnika w ten skomplikowany świat, który na potrzeby recenzji tak trudno odtworzyć i opisać w uporządkowany, hierarchiczny sposób. Można odnieść wrażenie, że wszystkie światy i czasy istnieją jednocześnie – obok teraźniejszości podąża za nami cała przeszłość, a także - wyprzedzająca nas - śmierć. myślę, że po tamtej stronie jesteśmy od początku – czytamy w „Tu i tam”, a w wierszu „Jutro urodzony” znajdujemy nieco inną grę z czasem teraźniejszym:

przeskoczyłem czas, żeby znaleźć się w innym miejscu.

w ten sposób zostają za nami dni puste; chcemy wyprzedzić

oczekiwanie, dogonić obietnicę, być i mieć szybciej

niż to możliwe.

(„Jutro urodzony”)

Są w „Totamei” chwile (bo „chwile” będą tu chyba bardziej adekwatnym określeniem niż „fragmenty”), w których podmiot liryczny szczególnie namacalnie uświadamia sobie to przenikanie światów. W „Medytacji” łączy skojarzeniami szereg interpretacji motywu róży. W cytowanych już „Memach” - dostrzega u swojej modelki ten sam zachwycający gest, który zna z obrazów Degasa i posągu starożytnej bogini. W „Czuwaniu na marach” porównuje się do Anhellego i Zygmunta Augusta, których tragedie rozumie, myśląc o końcu osobiście przeżywanej miłości. W „Fatum (II)” przebiega przez wiele stuleci i miejsc: od ikon Rublowa, poprzez kresowe pejzaże aż do obrazków z życia kaliskich Żydów i gołębi na krakowskim rynku. To bodajże jeden z najbardziej emocjonalnych i dramatycznych tekstów w całej książce. Pada w nim ważne stwierdzenie – prośba:

teraz nazwij ten styl, jak chcesz, tylko nie eklektyzmem!

(„Fatum (II)”)

To właśnie najważniejsze pytania i cele, które stawia sobie bohater, wykreowany przez Leszka Żulińskiego: znalezienie własnego, nienaśladowczego stylu; przetworzenie znanych motywów, od których nie możemy się uwolnić i zbudowanie na nich nowej jakości...

Cała recenzja ukaże się w kolejnym numerze Migotań

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Leszek Żuliński, Totamea

Najnowszy zbiór wierszy Leszka Żulińskiego to w warstwie fabularnej przede wszystkim zapis twórczych wysiłków malarza przy próbach sportretowania modelki, bogaty w szczegóły związane z wielością pomysłów na kształt dzieła czy technik jego realizacji. Liryczny zapis tego, co dzieje się za drzwiami atelier, sięga jednak znacznie głębiej, to z jednej strony analiza niezwykłej i głębokiej relacji między malarzem a obiektem jego artystycznych poczynań, z drugiej - studium granic możliwości właściwego uchwycenia obiektu i przełożenia go na płótno; to wielka alegoria trudu rozkodowania własnych pasji, piękna i miłości i ponownego zakodowania ich w uniwersalny język sztuki. Już sam początek pracy nad obrazem zawiera zalążek tej niemożliwości (z zamkniętymi oczami rysuję cię w sobie,/ na razie jest to szkic rozsypujący się na drobne (...)// chyba na razie nie umiem namalować tego, co chcę [Szkic niepewny niczego]), ale i - ludzką i zrozumiałą - nadzieję na powodzenie (pobiegnę za tobą, może dogonię czas, zatrzymam./ położymy się na satynowej łące, zamkniemy ten obraz [Czerwone szpilki]). Wahania (o imponującej amplitudzie) między zwątpieniem i wiarą, schyłkowością i euforią, uderzaniem głową w mur i poczuciem, że "można wszystko" są nieodłącznym elementem tworzenia (z jednej wszak strony paraliż decyzji,/ ręka niepewna, chaos myśli. najgorzej z doborem farbki./ maczam pędzel w niebieskiej, ale zaraz przyłapuję się,/ że nie pamiętam koloru twoich oczu. czarna? [Modelka], a z drugiej: ty mi się lśnij, ty mi się rozspiżaj, rozmiedziaj,/ rozzłacaj – słońce czule wyzgrzytam jak sztycharz Heliosa/ o wschodzie, kiedy wstaje kolejny dzień z tobą. [Sztych zmysłowy])...

IMG_2 IMG_2

   
2017 © Zaułek Wydawniczy Pomyłka || CMS System powered by media-projekt.pl || Design by Promoline