Dzisiaj jest wtorek, 12 grudnia 2017 roku
 O nas     Wydarzenia     Publikacje     Zapowiedzi     Recenzje     Autorzy     Artyści     Kiosk     Kontakt
  Publikacje

  HOME  

Łucja Dudzińska, Membrana. Cyrkulacje Projekt okładki, skład, grafika i opracowanie graficzne - Maria Kuczara Zaułek Wydawniczy "Pomyłka", Szczecin 2014, ss. 92

Tomik otwiera wiersz autotematyczny z gatunku tych, jakie nazywamy ars poetica. W nim taki fragment: Zaśpiew, który uwiązł w krtani, / przenosi drgania na dwa języki (szorstki i miękki), / aby zlizywać nasz skrawek błękitu, kawałek podłogi / zamknięte cudze okno na piwnicę. Jest łoskot, jest szmer. A więc zaczynamy czytać ten tomik od mocnego wejścia w antynomie, w te dwa języki, które wytyczają antypody aksjologiczne żywota. I literatury szamocącej się między jasnością a ciemnością od wieków.

Już w tych kilku wersach widać specyfikę warsztatową Dudzińskiej. Ona nie bawi się w efekty estetyczne i nie „liryzuje” języka. Posługuje się głównie metaforą i parabolą, które jak filary podtrzymują strop Sensu. Tak, nie mam wątpliwości, że jest to „poezja sensu”. Sęk w tym, że nie dyskursywna, że przemawiająca obrazami. Poezja intelektualna, lecz nie chłodna. Jak to się dzieje? No, na to by trzeba sporego szkicu, a nie recenzyjki.

W kolejny wierszu m.in. taki fragment: Szukamy rozmowy // metafor. Szukamy rozbłysku myśli, sytuacji. Pamiętaj, / nie wkładaj języka między zęby! Gdy zamilkniesz, / usłyszysz kropkę albo znak – zapytania.

Jakie to piękne i mądre zdania! Moją uwagę przyciągał ich podwójny sens – autotematyczny i egzystencjalny. Bowiem Dudzińska ma niemal zawsze na końcu języka bytowanie, a w sednie bytowania – język. Ta gra jest wyrafinowana. A metafory widzą to, czego nie widzą oczy. One są kluczem do zaszyfrowanego kodu istnienia. Tak staje się poezja, ale taka, która nie jest kwiatkiem do kożucha, lecz wytrychem do Pojmowania Istoty.

Rzekłbym, że kontekst filozoficzny tych wierszy jest ich otwartym oknem na wszelkie dalsze interpretacje. Tutaj więcej niż ja do powiedzenia miałby ich wydawca, Cezary Sikorski, filozof, który – jak sądzę – zareagował na tę propozycję autorską bez wahania.

Idźmy dalej… Jest w tomiku wiersz tytułowy zbioru MeMbrana. Cyrkulacje. Oto jego pierwsza strofa: Pomiędzy jedną stroną a drugą jest cienka, elastyczna / przegroda. Czasem układa się w połowie drogi, czasem / w miejscu, gdzie szyba oddziela od nocy. Ta odległość / jest miarą czasu między grzmotem a błyskawicą. / Między uderzeniem pioruna a pustką, która trwa i trwa. / Nieprawda, że wtedy nic się nie dzieje. Dopiero nacisk / wywołuje opór: (Kolejne stadia i przełomy). / Akcja budzi reakcję, to syk węża. Tak, tu widzimy tę grę przeciwieństw, która i niepokoi, i fascynuje Dudzińską. Tę cyrkulację antynomii. Wszystko to rozdzielone zwiewnym szyfonem bliskości. Ale i murem oporu. Czyli jak w życiu, jak to w życiu… Porywa się autorka w tego typu „traktacikach” na rozsupłanie wielu zagadek bytu i całej konstrukcji świata – a więc jeszcze raz wchodzi do heraklitejskiej rzeki, która płynąc, stoi w miejscu. Ale ta syzyfowa praca musi mieć swoich kontynuatorów – mrok istnienia wciąż te same klucze każe nam wkładać w zakleszczony zamek. To nasza wygrana w przegranej. To nasza cyrkulacja w przestworzach nieogarniętych.

Zwróciłem uwagę, że pierwsza sylaba tytułu powyższego wiersza jest zapisana jak Mem, a na stronie tytułowej książki jako MeM. To odróżnienie może jest wskazówką w stronę memów, czyli genów kulturowych, które z pokolenia na pokolenie przenoszą w nas wartości pozabiologiczne, właśnie kulturowe. Ale, jak wiemy, to nie jest zwykła „szczepionka”. To także otwarty indeks pytań, domysłów, mitów i aksjologii, których musimy zawsze uczyć się od nowa w mroku domysłów i po staremu na nowo dociekać ich w sobie.

Łucja to właśnie czyni. Dobrym dowodem dla moich domysłów jest wiersz pt.Szyfry i kody, który przytaczam w całości: Chcę włamać się do mózgu. Za darmo łapię tlen. / Po rozszyfrowaniu własnej Enigmy najpierw / zaplanuję doskonałe sny. / Anteny na dachu trzymają / pion, nadsłuchują, co się mówi dookoła. Mówią / Mówią. I tylko mamy wrażenie, że powiedziano / wszystko. Trzeba przytakiwać ze zrozumieniem, / mimo niedopasowania do teorii. Mogą to być teorie / spisków lub błędnej nad- i pod- interpretacji. / Rozmnażają się dla zachowania podgatunku. // Zobacz! Są prawa, prawidła – nie ma tolerancji. / Ale może być eklektyzm.

No, tu już mamy do czynienia z myśleniem epistemologicznym wobec tego ogromu przeciwieństw i jedności, które sprawia, że w morzu eklektyzmu chyba bardziej dryfujemy niż płyniemy. Tu więc stawiam swoje ulubione pytanie: jak żyć, jak żyć, Droga Redakcjo?

Łucja Dudzińska też nie wie. I całe szczęście! Siła jej pytań i wątpliwości, jej niepokój wpatrywania się w mrok, jej obstukiwanie białą laską ciemności i sprzeczności – to główna wartość tego bardzo mądrego tomiku. Cały zaś intelektualizm tych wierszy nie zabił ich wyjątkowej aury. Dudzińska posiada odrębną dykcję poetycką, której nie umiem przyrównać do innych. Ma dar logicznego żeglowania przez nielogiczne domysły, jakie artykułujemy od wieków. Rodzi się pytanie: jaki jest weryzm jej poezji? No ale to najgłupsze pytanie, jakie można by Łucji zadać. To jest JEJ WERYZM, jej kosmos pełen zawirowań, który potrafi porwać czytelnika. Warunek: myślącego czytelnika!

Leszek Żuliński

 




   
2017 © Zaułek Wydawniczy Pomyłka || CMS System powered by media-projekt.pl || Design by Promoline