Dzisiaj jest piątek, 22 września 2017 roku
 O nas     Wydarzenia     Publikacje     Zapowiedzi     Recenzje     Autorzy     Artyści     Kiosk     Kontakt
  Recenzje

  HOME  

Małgorzata Południak - Czekając na Malinę


  • Marcin Włodarski o książce ,„Czekając na Malinę” Małgorzaty Południak

 link

 

 

 

 

Nie będę obiektywna. Państwo wybaczą. Ale choćbym chciała, nie uda mi się to. Książka Małgorzaty Południak „Czekając na Malinę” to nie tylko jej debiut wydawniczy. To nie tylko tomik wierszy fantastycznie przygotowany pod względem edytorskim i graficznym.  To małe wydawnicze dzieło sztuki, wysmakowane, subtelne, dopieszczone.


Trzymam książkę w rękach i wiem, że mój o niej tekst będzie bardzo osobisty. Nie może być inaczej, wszak łączy mnie z autorką wierszy coś więcej. Nasza znajomość sięga chyba 2009 r., dokładnego miesiąca nie pamiętam. Nie pamiętam, czy ja na Małgosię trafiłam, czy Ona na mnie?  Jakoś się zadziało, a potem potoczyło.  Odważyłam się latem 2010 roku wsiąść w pociąg i pokonać trasę Rzeszów-Szczecin. Ech, mijają właśnie 2 lata.

Dziś powinnam odnieść się do Jej książki. Ten tomik poetycki ma klucz. Kluczem jest postać mężczyzny – Maliny, bohatera stworzonego przez Ingeborg Bachmann. Kiedyś trafiła w moje ręce jej powieść „Malina”.  Napisałam o niej, będę nieskromna, chyba dobry tekst.  To trudna powieść, do dziś mam ją w głowie.  Potem Małgosia zaczęła pisać wiersze o Malinie.  O facecie, który nas drażni, intryguje, fascynuje, którym gardzimy, którego pożądamy, któremu dajemy się uwieść, z którym pójdziemy w siną dal… Czytałam Jej wiersze na blogu i wyraźnie widziałam fascynację.  Podziwiałam Jej umiejętność eksperymentowania w poezji.  Ona potrafi wydobyć barwy z dźwięków i dźwięki z barw. Potrafi odwrócić rzeczywistość na lewą stronę. Nadrealnie tłumaczy szaroburą rzeczywistość.  Sięga po środki wyrazu, które na pozór nie pasują do poezji.  Tworzy hybrydowe konstrukcje słów, które nabierają zaskakujących znaczeń.  To swoista maniera, której nikt nie jest w stanie Jej zabrać. Nikt nie jest w stanie Jej skopiować. Wiersze Małgosi przypominają kolaże pełne wyszukanych metafor, niespotykanych dziś figur stylistycznych. Można by je namalować i powstawałyby dzieła surrealistyczne, które tak kocham. Nadrealizm w poezji jest możliwy i Jej poezja jest na to dowodem.  Pisząc o Malinie Małgosia burzy spokojne światy kobiecych marzeń, dając w zamian namiastkę tajemniczego pożądania, chwytającego za podbrzusze skurczu. Stworzyła Ona z Maliną związek, w którym porządek przyczynowo-skutkowy nie ma znaczenia. Znaczenie mają emocje, pojawiające się instynkty, kobieca, intymna fascynacja mężczyzną.
Mój stosunek do Jej wierszy zebranych w tomiku „Czekając na Malinę” jest, powtórzę się, bardzo osobisty. Tym bardziej, że jakimś chytrym sposobem, stałam się jego udziałem.  Koleje losu mnie zadziwiają.  Ciekawe, czy gdybym nie przeczytała kiedyś „Maliny” Ingeborg Bachmann, a Ona gdyby później nie przygarnęła Maliny pod swój poetycki dach, to czy dziś cieszyłabym się z Nią z Jej debiutu?  Ciekawe, dlaczego padło wtedy na mnie, a dziś na Ciebie, Małgosiu? 

 Nie będę się zastanawiać, tak jak poetka, „ile w tym wszystkim jest prawdopodobieństwa”, bo i tak „nie ogarniam tego co nade mną”.

Wiersze Małgosi Południak nie dają się ogarnąć żadną definicją. Są odważne, drapieżne, poszukujące. Niekoniecznie łatwe i przyjemne, ale mające pewną nieokreśloną siłę przyciągania do siebie. Kto raz przeczyta jej wiersze i znajdzie punkt zaczepienia, temu ciężko będzie wybrnąć z jej świata. W tym świecie wszystko jest możliwe, z pewnością Malina strzepuje popiół z papierosa i głośno się śmieje, gdy piszę te słowa. On to wie, on powstał z kobiety i kobiet pragnie. Bez kobiet Malina skurczyłby się do granic widzialności. Dlatego jest on ostrożny. Dręczy, kiedy musi, a kiedy nie, łasi się do nóg jak pies. Małgosia nie raz doświadczała z nim obcowania, bo „Malina jest zbiorem ważnym lub długim”. Ale w wierszach objawia się nie tylko Malina. Objawia się sama autorka, która czuje ciężar życia i wszystkich absurdów, których nie da się uniknąć. Jej ironia jest ostra, dotyka czułych miejsc. Ale to nie boli. Boli głupota, zawiść ludzka, nienawiść i wszelkie fobie. 






W dniu 2 sierpnia 2012 r. w Poznaniu w Kluboksięgarni Głośna miało miejsce spotkanie promujące książkę Małgorzaty Południak. Nie mogłam tam być. Choć w pewnym sensie byłam. Napisałam list do Małgosi i ten list został odczytany przez Cezarego Sikorskiego. Nie widziałam reakcji Małgosi, mogę jedynie sobie wyobrażać. Dziś pisząc te słowa wykorzystuję fragmenty z tamtego listu.  Napisałam Jej m. in. również te słowa: „Cieszę się, że Malina zadomowił się w Twojej głowie. Ale uważaj, bo wiesz, że jego towarzystwo niekiedy wiąże się z problemami. Lepiej ich unikać i zawczasu wyganiać Malinę, choćby na spacer.” 

http://matyldabo.blogspot.ie/2012/08/czekajac-na-maline-magorzata-poudniak.html

 

Oryginalna recenzja pióra Jolant Szwarc ukazała się 25 września 2012 w Latarni Morskiej.

Oto ona w całości:

Małgorzata Południak „Czekając na Malinę”,Zaułek Wydawniczy POMYŁKA, Szczecin 2012, str. 120PDFDrukujEmail
wtorek, 25 września 2012 08:50

Jolanta Szwarc

ROZMÓWKI MĘSKO-DAMSKIE

Animus: Wiesz, przeczytałem książkę Małgorzaty Południak Czekając na Malinę. Wszystko. Od deski do deski. Obejrzałem piękne zdjęcia, okładkę ze skrzydełkami, przeczytałem notki biograficzne, posłowie.
Anima: I co?
Animus: I nic.
Anima: Jak to nic? Tyle słów pięknych, czasami twardych.
Animus: Ja tego nie rozumiem, choć bardzo się starałem, bo o co konkretnie tu chodzi? Myślę, że tak naprawdę książka ta jest dla filozofów, którzy w dodatku dokładnie przeżuli Ingeborg Bachmann Malinę. Jak zrozumieć kobietę, bo mężczyznę, to chyba wiem. 
Anima: Ojej, jak czytałeś Bachmann, to chyba rozumiesz, że kobiety jak idą na całość, to potem to przeżywają i przeżuwają – prawie bez przerwy. Chodzą nad nim i wokół niego, jakby był obłożnie chory. A czy mężczyzna rodzi się od razu chory?
Animus: Mogę ci tylko powiedzieć, że mężczyzna jest dużo mniej skomplikowany. On nie mówi, że kocha, tylko po prostu idzie umyć jej samochód. Nie ma czasu na rozmyślania. Jeśli idzie o czas, to w tygodniu potrafi wygospodarować wolną chwilę, jakieś popołudnie.
Anima: Wtedy może masować jej stopy, albo je całować, bo jeśli sobie coś wymyśli, to będzie to powtarzał. To będzie stały element jego zachowania, z którym potrafi też przenieść się do innej. Zawsze jest analityczny i fragmentaryczny. Nastawiony na cel. Jak go osiągnie, reszta przestaje go interesować.
Animus: Nie jestem zarozumiały, ale myślałem, że potrafię dać szczęście kobiecie.
Anima: To zobacz, czy szczęśliwa jest bohaterka wierszy Małgorzaty Południak, która w wierszu „żeby nie zabić” wyznaje piszę listy do życia. Nastrój wcale nie radosny, bo jak się cieszyć z obciętych piersi – atrybutu kobiecości. Opłakiwali je razem jedną w dzień / druga leżała z kiełbasą – chyba w nocy.
Animus: Może o siebie nie dbała, a może przestala zachwycać. Ostatni rok był już nieciekawy – wte i wewte / ciemno. Teraz przynajmniej nie trzeba zasłaniać okien, by skrywać intymność. To tabu, o którym wszyscy wiedzą, ale jawnie nie robią. Przynajmniej nie teraz. Jeszcze skrzętnie się chowają, chyba że medycyna pójdzie naprzód i wymyśli coś, jakieś tabletki, czy co.
Anima: Myślisz, że mężczyźni nie będą potrzebni? Jak w „Seksmisji”? Ale nie wyszło, nastąpił powrót do tradycji. A tu w wierszu „chemia” podmiot lirycznyśpiącymi koszulami przeciera okno – wygląda. Ślubna pościel przysypana ziemią / czeka. Do głosu dochodzi biologia – znoszę jajka – i żal -  w miejscu piersi / nie mam już pociechy.
Animus: Sama widzisz, że wieje zewsząd chłodem. Ona zaczyna kląć. Nie dostrzega pomieszania? I co z tego, że świat się zmienia? Walczą kompleksy, biją się archetypy. Wojna i pokój, a może chce bez zawieszenia broni, bez pokoju – permanentnej wojny. Niech wyluzuje, zabije w sobie kurę i już nie myśli o tym, że przy schodach dziewczynka / rysuje kredką siekierkę / i dwa jajka.
Anima: Tak, to wszystko jest do przemyślenia. Czy śmierć nie jest personalnym wyjściem z trudnej sytuacji? Ona dostrzega, że Malina też się męczy, szuka pozorów, żeby się oddalić, a ona się zwierza – z zimna marszczę nos / oprócz kluczy zostają tylko / pomarańcze. Co robić? Czy ma uwielbiać taki stan rzeczy, pisać jak Gałczyński, że wszystko w Moskwie jest wspaniałe, że jedno jej tylko można zarzucić: jest ona zbyt podobna do Taorminy, bo je się w niej równie dużo pomarańcz, jak na Sycylii, a on pomarańcz nie lubi. Wyobraź sobie, nigdzie miejsca dłużej nie zagrzali. Podmiot liryczny w „irlandzkich dylematach” ma tego dość i wyznaje –posypane grubo siekaną pietruszką krewetki / odsyłam na palmę (…) tęsknię w wielu postaciach szorstki dotyk / parapety – dom za domem. 
Animus: Daj spokój, ona stale niezadowolona chciałaby grać pierwsze skrzypce. Cóż z tego że rwał pajęczyny i rozrzucał je po wodzie. Dla niej były to jakieś dziecinne mrzonki. A teraz co, udaje, że ją nie interesuje, gdzie sięMalina zasiedział. Gniazdo drozda puste. Z jednej strony żałuje, że się zakochała, mówi – dzisiaj strzeliłabym sobie w łeb, gdybym wiedziała, z drugiej głaszcze jego ego – uporczywie wspominam wzwód / z każdym dzwonkiem. Kobiety zawsze chcą mieć ostatnie słowo -  zerwałam z nim znajomość / na przebudzenie. Co ma teraz, wpadła w klincz. Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma.
Anima: Przesadzasz. Bo to zła kobieta była? Silnie przeżywała z przerywanym zasięgiem / każdy telefon, nie licząc kompleksów. Poza tym jest oczytana. Zna dzieje miłości. Ciągle słychać tę samą melodię lodową, którą śpiewają piszczałki fletni Pana. Sama ją przeżywa, ubiera w wiersze, po kilka urywanych zdań, bo jeszcze wiele tajemnic kryje świat, a słowa grzęzną w krtani. Dlatego każdemu recytuję Syryngę.
Animus: Jak każdy poeta szuka prawdy, chce dociec. Zobacz, jeśli szczegóły są ważne, to mogłaby napisać o jego dłoniach, a może jednak nie warto? W nowych wątkach trudniej jest wrócić // do toalety pod Pałacem Kultury. Zwróciłaś uwagę na wiersz „jeśli”? Zaczyna się tak, jakby to był początek powszechnego sprostytuowania. Malujemy tablicę na czerwono / dziewczyny dochodzą i dochodzą / z wyrachowanymi facetami / marnują materac.
Anima: Powiedz, kto ma fioletowy język, kto jest zły z bezradności, kto sprzedaje prezenty?
Animus: Ludzie, którzy się lękają, którzy mają świadomość tu i teraz. Każdy żyje do śmierci. Większość stara się nie myśleć o tym w gorączce dnia codziennego.
Anima: Jednak poeci są, są ludźmi wyjątkowymi jak Małgorzata Południak, która chce ująć własne bycie we własne dłonie. Zdecydowała się wydać zbiór wierszy Czekając na Malinę, choć wahała się przez jakiś czas. Zamiast wydać te wszystkie osobiste teksty / oglądam się za siebie / bo coś tam ktoś / wpadłam jak śliwka w czyściec.
Animus: Tak, wolała napisać wiersze gdyż można w nieskończoność / ćwiartować i zszywać metafory i to co niewyrażalne staje się wyrazistsze.
Anima: Maliny nie może łatwo zostawić, zaszedł za głęboko i za daleko. Podąża w ślad za nim, śledzi trasy, odbiera listy z podróży. Krążą w dwie strony. Ufa listonoszom, bo są zobowiązani do tajemnicy. Wymiana niedyplomatyczna zdań. W formacie a4 nie można zawrzeć całej prawdy, dlatego trzeba zastosować specjalne środki ostrożności. Na jakiś czas udać się na emigrację wewnętrzną. Nie słuchać o stanie wojennym, przemyśleć za i przeciw. Chociaż emocje trudno ujarzmić. Tyle się mówiło o przyjaźni z państwami na „K”, choćby z Kochanym Związkiem Radzieckim, a teraz, żeby nie doszło do najgorszego – stan wojenny. Ale Maliny i jego koszuli w prążki nie odda.
Animus: Ona ma argumenty. Tak dmuchała w chmury, że wywołała burzę. Malina ma poranione stopy i dłonie, a ona teraz odgrywa rolę siostry miłosierdzia i plastry mu przylepia. Mimo to, on okazuje się wielkoduszny dla zachowania równowagi. 
Anima: No, no, nie próbuj unosić się w górę, żeby ci tlenu nie zabrakło. Kobieta też dochodzi do konkretnego wniosku, rezygnuje z kształtowania mężczyzny na swój obraz i podobieństwo, bo tylko baran oswaja rybkę. Chociaż liska można.
Animus: Czyli uchylona zostaje furtka porozumienia. Zakładając, że jest wola z obydwu stron, trzeba dążyć do realizacji marzeń.
Anima: „Gdybyśmy mieli słowo, gdybyśmy mieli język, nie potrzebowalibyśmy broni”. Słowa Ingeborg Bachmann są bardzo ważne. Nie może być tak:Malina stoi przy drzewie / próbuje wmówić mi że Amazonki / spierały się o piersi z Galenosem. Słowo „wmówić” od razu stroszy rozmówcę, nie będzie pomocne w osiągnięciu porozumienia, za mało mamy danych o Amazonkach. Nie wiemy, czy prawą pierś im odcinano czy wypalano, jak twierdzili lekarzeGalenos i Hipokrates. Słyszałam, że mogły bandażować, by nie przeszkadzała w strzelaniu z łuku. Zachowane rzeźby przedstawiają je nieokaleczone, Kiedyś nie dopuszczano myśli o ich istnieniu, ale zaprzeczyły temu przeprowadzone stosunkowo niedawno wykopaliska archeologiczne.
Animus: Już dobrze, przepraszam za Malinę, ale przyznać musisz, że jabłko w ogrodzie rajskim to Ewa Adamowi podsunęła.
Anima: Tak pisze, ale tryby tej machiny od starości wyschły i zauważ, jeszcze jest wąż, cokolwiek by znaczył. Ona ciągle czeka na niego z ptakiem akrobatą, by nie musiał spluwać na czyste prześcieradło. Aha, a tryby trzeba naoliwić.
Animus: Czekając na Malinę podmiot liryczny rozdwaja się. Walczą dwie postawy – tradycyjna i nowoczesna. Jest nadzieja, że uzyskają równowagę, skoro kilka tygodni później / jeszcze nie wiem / ale coś wymyślimy / z Maliną.
Anima: Nie ma recepty na życie. Ono trwa w całej rozciągłości. Film o ludzkości się nie kończy. Tam gdzie umierają pragnienia / nie ma napisów końcowych. Stawiamy pytanie o ciąg dalszy. Postawić można pytanie o „przeznaczenie” – pamięć mieszała w przeszłości / a przyszłość układała się z każdym wiatrem (…) we mgle nie było widać czym jest rzeczywistość / smak absyntu w wielkanocną niedzielę. Po co smakować gorzki i oszałamiający absynt, może zacząć ab ovo. Nie wystarczy „zwyczajny sposób podróżowania”
Animus: Ech tam, jedzie samochodem wyposażonym w radio i zamiast słuchać piosenki o spadaniu, zadaje sobie filozoficzne pytanie – kim jestem, szuka przyczyny bólu głowy i jajników.
Anima: które w cudowny sposób są płodne bez wymieszanych / grzechów / wina i curry / jednak ktoś tam jest / stoi na dachu. Ciekawe kto, skrzypek śpiewający „Anatewkę” czy snajper? Kim jestem? Kim ona jest? Kim była? Jakie znaleźć trele / wypełniające próżnię / żywcem / po rdzawych liściach unoszą pamięć dalej / od przeszłości // co nie przypomina niczego i można bez niej żyć / wsiąść do tramwaju pociągu // odjechać. Co zrobić, żeby korki bezpieczeństwa nie zawiodły i nie wybuchła wojna, albo żeby ich ktoś dyskretnie nie wykręcił, bo nie będzie porannej kawy. Wtedy przydadzą się przyjaciele, którzy nie będą mówili tylko o sobie  / gdy im odcinają prąd, albo – sparafrazuję – Malina, który krzyknie z pokoju – Małgosiu.

 Wszystko zaczyna się od dzieciństwa i strasznych bajek. Jednych przeraża lustro i Bazyliszek, mnie zbój Madej. Tych doświadczeń z dzieciństwa nie należy lekceważyć. Podmiot liryczny w końcowym wierszu wyzna – od dzieciństwa szwankuję. Nie będę pisała o beczce soli potrzebnej do poznania, gdy tyle w nas przeciwieństw, że chyba nie wystarczy, tak jak nie wystarczy moje omówienie wierszy Małgorzaty Południak. Ich forma, odniesienia doMaliny Ingeborg Bachmann czynią je niezmiernie bogatymi w treści, których język prozy nie jest w stanie w tak krótkiej formie dogonić.

Małgorzata Południak „Czekając na Malinę”,Zaułek Wydawniczy POMYŁKA, Szczecin 2012, str. 120

Jolanta Szwarc

 

 




   
2017 © Zaułek Wydawniczy Pomyłka || CMS System powered by media-projekt.pl || Design by Promoline