Dzisiaj jest niedziela, 28 maja 2017 roku
 O nas     Wydarzenia     Publikacje     Zapowiedzi     Recenzje     Autorzy     Artyści     Kiosk     Kontakt
  Recenzje

  HOME  

Monadologia stosowana - Cezary Sikorski


 

  •    Joanna Mieszkowicz o książce - "Monadologia stosowana" Cezarego Sikorskiego

 

 

„Próbuję pisać zakończenie,
a ono już się dzieje.
Oswajam przyszłość, chłodną ciszę,

ogarniam świat milczeniem.”

Z wiersza (Na zmiętej skórze…)

 

Długo nie mogłam nic czytać, ani tym bardziej pisać. Ogarnęła mnie niemoc. To nie efekt przesytu, ani zaspokojenia. To raczej potrzeba totalnej czystki umysłu. Taki umysłowy reset! Żebym znów mogła cieszyć się z literatury. I abym potrafiła sklecić zdanie, które ma ręce i nogi. Nie wiem, czy ten proces się we mnie dokonał. Nie umiem sama tego stwierdzić, ani wyczuć. Próbuję działać. Może jeszcze z marnym skutkiem? Może nieudolnie?

W chwili tej niemocy sięgnęłam po tomik wierszy Cezarego Sikorskiego „Monadologia stosowana”. Już pierwszy przeczytany wiersz wbił mnie w przysłowiowy fotel. Wstrząs dokonał się głęboko we mnie, a jego „odległą falą” stało się moje tych słów pisanie. Wiersz otwierający tomik poezji C. Sikorskiego o filozoficznym (i matematycznym!) tytule „Trójkąt Pascala” wydobył ze mnie słowa, których normalnie wstydziłabym się powiedzieć. Ujął mnie poetyckim przeciwstawieniem dwóch osób. Ty – ja. Spełnienie – niespełnienie. Stonowana radość – gorzka rezygnacja. Coś pięknego! W matematycznym porządku, we wzorze prawdopodobieństwa poeta ukrył sens życia. Poczułam się dotknięta przez muzy. Są tacy, którzy pewnie z drwiącym uśmiechem będą czytać te słowa. Pomyślą: wygłupia się, pomyślą: wymądrza się. A ja właśnie tak się poczułam, poezją oczyszczona z tego marazmu, który mnie pochłaniał.

Jakie są wiersze Cezarego Sikorskiego? Różnorodne, filozoficzna fraza bywa zastępowana przez intymne wyznanie. Poeta skupia swoją uwagę zarówno na codziennych, mało wyrafinowanych czynnościach, jak również na tych zdarzeniach, których miejscem akcji jest dusza. Otwarcie mówi o fizycznej fascynacji kobietą, bez cienia zawstydzenia traktuje miłosną materię. Jawi się jako znawca roślin pospolitych a także malarstwa klasycznego. Tworząc ekfrazy do obrazów, których autorami są Michelangelo Merisi da Caravaggio i Geoges de La Tour, Cezary Sikorski zmusza czytelnika do wnikliwego spojrzenia w głąb płótna. Nie każdy bowiem dostrzeże od razu, że postaci z płócien wciąż żyją, wciąż targają nimi emocje, że na ich twarzach trwa wieczny grymas.

Zaskoczeniem może być fakt, że wiersze na poły filozoficzne mają niezwykle zmysłowy wymiar. Nie liczyłam ile razy w tomiku jest mowa o pościeli, kobiecych biodrach i udach, ale pewnie bym się nie pomyliła stawiając odważną tezę, że męski podmiot liryczny jest wciąż niezaspokojony. Z mocnym akcentem mówi o „ułudzie pożądania”, które nie daje mu spokoju. Wie jednak dobrze, że „zmysłom brak precyzji”. Drugim wyraźnym motywem pojawiającym się w wierszach Sikorskiego, którego nie da się nie zauważyć, jest śmierć. Nieuchronna i tajemnicza, ubrana w ciemne szaty, pojawiająca się przy blasku świecy. Noc przynosi nie tylko miłość, ale i śmierć. Noc jest pełna symboli.

„ot zwykła dialektyka śmierci i pożądania”

Podobają mi się celne i błyskotliwe myśli, odważne tezy o sprawach małych i wielkich, prozaicznych i tragicznych. Doceniam umiejętność odczytywania malarstwa, to sztuka trudna i wymagająca cierpliwości. Nie wystarczy jedno spojrzenie na obraz, aby opowiedzieć jego historię. Podoba mi się wyznanie poety zamykające „Monadologię stosowaną”: „Wciąż piszę jeden wiersz”. Ten wiersz ma tyle strof, ile stron w tomiku, tyle odmian, ile kolorów w obrazach, tyle życia, ile śmierci na płótnach.

W pokoju (III)

Już ciemno
Zmierzch wyszedł z szafy
i strącił kartki z łóżka
Nikt nie wszedł
Nie podniósł
To światło przez szparę spod drzwi
złożyło litery:
gorycz i pustka
wielka
między gwiazdami


„O pożytku z nicości i nieskończoności”

…i zawieszony między dwiema otchłaniami,
Nieskończonością i Nicością, zadrży
na widok cudów; 
Blaise Pascal, Myśli, 1657 (?)

 


Krąży w labiryntach monosylab oddech.
Słodki szyfr języka. Wonny szept wilgoci.
Skóra traci szorstkość i w krzywiznach ciała
łączy krople potu. Tutaj tłumią myśli

archetypy brzucha, rozpulchnione słowem
przyległości bioder. Ślepych losów zawsze
więcej niż zamiarów. Bo krew znaczy cele
w dystrykcie szaleństwa. I sen spaja racje,

aby trwała cisza. Puste nic na przedzie
i nic później prawie. Kurz jak ołów ciężki.
Pomarszczona woda po wielkich przypływach.

By się nie rozproszył gwiazdy pierwszej pomruk,
szum odległych światów, nieskończoność wzoru,
jaki pozostawia w nas zbyt duża przestrzeń. "

 

 Recenzja pochodzi ze strony :

 Inne recenzje :

 

  • Aleksandra Słowik, Poznajemy się po wierszach (O Monadologii stosowanej Cezarego Sikorskiego), Szafa nr 38
  • Paweł Bernacki, Grzebu-grzebu II: kropla w nieskończoności, kropla w nicości, Kontrast 1/11, s. 48

  • Beata Stanecka-Busz, O skracaniu przestrzeni i umieraniu do woli na najlepszym z możliwych światów - „Monadologia stosowana” Cezarego Sikorskiego, Fatamorgana

  • Aleksandra Słowik, Łączy nas to, co nie łączy… (O Monadologii stosowanej Cezarego Sikorskiego), Salon Literacki,

  • Paweł Graczyk, Monadologia stosowana – Cezary Sikorski, forum PKPzin

 

 

  • Jolanta Szwarz, Monadologia stosowana Cezarego Sikorskiego

 

 

  •  Leszek Żuliński, Zaułek - ale jaki? Gazeta Kulturalna (Miesięcznik), Rok XVI, 7/179, lipiec 2011, s. 5

 

link

 

  • Karol Samsel, Pamięć ciała, czyli opowieść o żywym kłamstwie, Migotania, przejaśnienia, nr 3/4 2011, s.53, pisze:

 

Rainer Maria Rilke i teoria monad. W tych dwóch ujęciach Cezary Sikorski kształtuje temat swojego drugiego tomu wierszy pt. Monadologia stosowana. Przejmujący cytat z Wkrótce i wczoraj Rilkego otwiera zbiór poety: Największe katastrofy wydarzają się głęboko w nas, a na powierzchni pojawiają się tylko ich odległe fale. Przypomina mi się jeden z ustępów Traktatu skłamanego Witolda Wirpszy. Mówi się, że wszystko, co jest ponad lub poza dziedziną nas samych, jest żywym kłamstwem. Polski tłumacz Doktora Faustusa powiedział o wiele więcej. Wszystko, co znalazło dom w tej dziedzinie – uzupełnił Wirpsza – również stało się żywym kłamstwem. Jedyne, co pozostało literaturom, to nieożywione, czyli nic ponad odległe fale na powierzchni ciała:

 

Strażnika ruchu uwięziono w glebie;

Nietknięte dusze goniły w zaduchu

[…] i tak bywało, że uduchowione

Były raz nogi, raz trzewia, raz oczy,

Ale nie było uduchowionego

Człowieka. Mowy szczękały głuchawo

Między cząstkami: uszy rozmawiały

Z otrzewną, albo obarczone barki

Z pustymi dłońmi […] Świętość[1].

 

                Sikorski zna tę świętość, ale jest dyskretny. Czytając Monadologię stosowaną, zastanawiałem się, czy pisząc o jej autorze, nie powinienem przemyśleć na nowo historii literatury. Jako historii dyskrecji. To sukces Cezarego Sikorskiego – jego drugi tom wierszy, szkicowany słowem głębszym i pojemniejszym niż to z debiutu, z Drogi z Daulis do Delf, wywiera wrażenie dzieła kontemplacyjnego. Ma w sobie siłę metafizycznego traktatu, nie skupia się na spełnianiu obietnic danych odbiorcy. Ze spokojnym, czułym wręcz lekceważeniem pozbawionym ostentacji zatapia się w Leibniziańskim namyśle.

                Monadologia jednakże, wbrew intencjom Gotfrieda Wilhelma Leibniza, musi być śmiercią uduchowienia – podkreśla Sikorski. Najważniejszą metafizyką jest pamięć ciała, transsubstancjacja zaś to tylko odwieczne marzenie ludzi o rozkoszy, zwykłe amor fati. Właśnie z tego powodu kolejne cykle poetyckie z tomu Sikorskiego, takie jak Nokturny lotaryńskie lub Szkice z cienia, są utajonymi erotykami, ich podmiot zaś sprowadzić można z łatwością do monady Marii Magdaleny. Wszystkiemu winien jest błąd perspektywy w istocie rzeczy:

 

Ja, doktor Transsubstancjacji, chcę być tu i teraz. Lecz słodki produkt zmysłów zmienia mnie w monadę, ciepło twego brzucha wzmacnia dystans. Nie ma już drzwi i okien w korytarzach fantazji i nawet twoje ślady noszą obce imiona.

 

(C. Sikorski, Wstęp do monadologii stosowanej)  

 

                W ramach światoobrazu Sikorskiego myśl metafizyczna ujawnia bezsilność myśli erotycznej, myśl erotyczna zaś okazuje się myślą malarską. Ekfraza staje się tym samym erotyczną ramą tomu, świadectwem pamięci ciała. Nie sposób obcować z rozkoszą przedmiotu, jeśli nie obcuje się z rozkoszą przedstawienia. W ekfrazie Dawid z głową Goliata rozkosz wynika z przesuwania się tożsamości widza, między osobą żywą, zwycięzcą – Dawidem, a osobą martwą, ofiarą – Goliatem. Sprzeczność utożsamień jest w wierszu Sikorskiego rodzajem nowego transcendentale, z kolei obserwacja obrazu malarskiego i sporządzenie z niego szkicu stają się dla podmiotu Monadologii ofertą nowej wędrówki metafizycznej.

Rozkosz z oglądania obrazu z Dawidem i Goliatem wynika jeszcze z jednej przyczyny. Mianowicie, ze świadomości groźby śmierci wskutek kontemplacji. Tekst, który narusza statykę obrazu, uśmierca spisującego. Wiele ekfraz Sikorskiego okazuje się metafizycznymi traktatami o ekfrazie, tj. ekfrazami ekfraz. Metanarracją. Rzadko dostrzec można we współczesnej poezji tak daleko idącą ingerencję w narzędzie literackie – autor Drogi z Daulis do Delf pastiszuje w Monadologii samą ideę syntezy sztuk. Czyli jedną z reguł pisania, mechanizm literackiej twórczości:

 

Jest jeszcze jeden obraz

często w nim mylę role

mieszam kwestie

lub nic nie mówię

[…] Chyba bym nie mógł zagrać lepiej

sam przeciwko sobie

 

(Szkice z cienia. „Dawid z głową Goliata”, 1609)

 

                Monadologia stosowana mogłaby być opowieścią o człowieku, czyli o rozkoszy. Jest jednak na to zbyt dyskretna, stąd mówi o rozkoszy, czyli o żywym kłamstwie. Stonowane przesunięcie znaczeń wystarczyło, abym doczytał się w tomie Sikorskiego podobnego diapazonu wypowiedzi lirycznej, co w Traktacie skłamanym Witolda Wirpszy. Podobnego, choć sentymentalnego. Wirpsza był apokaliptykiem, Sikorski jest wyłącznie ascetą. To, co dla Wirpszy było śmiercią języka, dla Sikorskiego stanowi ledwie śmierć tonu, czyli śmierć substancji. A substancji nie należy przeceniać – jest bowiem wszystkim, nie piątą esencją, ale jednością, identycznością i równością. Nie z niej rodzi się słowo. Wszak cisza nigdy nie przerodzi się w jęk. Potrzeba do tego rozpaczającego. Najlepiej oszukanego rozpaczającego:

On nie jest z mojego świata.

[…] Nie widzi tego wysiłku.

[…] Widzę w nim więcej niż jestem.

Podobny do matki, odkrywa magię

i wierzy w światło. Nie na mnie

spogląda, lecz w ciemność.

Na przekór by ją rozprószyć.

 

(C. Sikorski, Nokturny lotaryńskie. Cieśla Józef i syn, ca. 1642)

 



[1] W. Wirpsza, Traktat skłamany, Mikołów 2010, s. 15.

Na łamach Angory (nr 3/2012, 22 stycznia 2012) dostrzeżona została odmienność dwóch publikacji Zaułka Wydawniczego Pomyłka. Książki Izabeli Fietkiewicz-Paszek "Próby wyjścia" i Cezarego Sikorskiego "Monadologia stosowana". Agnieszka Freus zauwazyła, iż wszystko [co robi Pomyłka] - papier, krój czcionki, materiał ilustracyjny - jest staranne. A o poezji Izy Fietkiewicz-Paszek i Cezarego Sikorskiego, że to poezja uczona, tzn. wyrosła na czytaniu filozofii, literatury wysokiej i oglądaniu dzieł sztuki, ale jednocześnie bardzo prosta, odnosząca się do pytań, które stawia sobie każdy człowiek.

Scan10013_po_kom.JPG

 




   
2017 © Zaułek Wydawniczy Pomyłka || CMS System powered by media-projekt.pl || Design by Promoline