Dzisiaj jest niedziela, 28 maja 2017 roku
 O nas     Wydarzenia     Publikacje     Zapowiedzi     Recenzje     Autorzy     Artyści     Kiosk     Kontakt
  Recenzje

  HOME  

Teresa Rudowicz - Podobno jest taka rzeka

  • Anna Łozowska-Patynowska, Teresa Rudowicz „Podobno jest taka rzeka”, Zaułek Wydawniczy POMYŁKA, Szczecin 2012. Str. 96

 

Odgałęzienia poetyckiej rzeki 

,,Tomik poetycki Teresy Rudowicz jest typową wędrówką tożsamościową. Bohaterka utworów poszukuje zaginionej, uwikłanej w przeciwności, zacienionej i osłoniętej przeszkodami drogi personalnej. Wypatruje jej wszędzie. Centrum prywatnego wszechświata wyodrębnia się w postaci rzeki, strumienia przepływającego przez sam środek duszy podmiotu lirycznego. Podmiot wierszy T. Rudowicz nieustannie podąża w górę rzeki. Czym jest jednak ta rzeka?  Czy jest to rzeka efemeryczna, ulotna czy też stała? Ile posiada dopływów, w którym miejscu przebiega linia nurtu, co stanowi jej koryto a co jest już jej brzegiem? Tylko czytelnik podążający krok w krok zaRudowicz może uzyskać taką wiedzę. Tym bardziej, że Styks i Leta prezentowane są w literackiej przestrzeni niejednokrotnie.
 
Rzeka poetycka artystki to rwący i niespokojny strumień upływający wraz z mijającym czasem. Od czego się jednak zaczyna poetycka historia osoby nakreślona ręką Rudowicz? Źródło wypływające z wnętrza ciała rozgałęzia się na mniejsze nurty. Zbiór poetycki jest właściwie połączonym umiejętnie „systemem rzecznym”. Tam właśnie pojedyncze strumyki desygnują różnorodne emocje. Właściwą toń wodną współtworzą wiersze nawiązujące do różnych okresów życia. Są to niewielkie odgałęzienia, które „i tak spłyną się w jedno”. Nurt tożsamościowy współtworzony jest przez trzy charakterystyczne odcinki biegu rzeki: górny, środkowy i dolny. 
Ale jest to rzeka szczególna, bowiem nie ma tu podziału na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Tomik Rudowicz postrzegamy jako wizję świata skalonego dawnymi zdarzeniami. Jest to jednak świat jednolity, świat, w którym zostały zupełnie zatarte granice egzystencji czasowej. Tworzenie odrębnego bytu następuje więc w chwili obecnej, w wiecznym teraz. Moc kreacyjna słowa, którym operuje niezwykle delikatnie niczym skalpelemRudowicz, posiada także potęgę tworzenia nowego świata i siebie. O początku takiego tworzenia mówi Rudowicz, „Od imienia się zaczniesz, normalnie i wspak (…) zagadka dla siebie samej”. 
Tożsamość odszukana to punkt docelowy wędrówki artystki. Poetka wraca poprzez znane motywy kulturowe do znaczenia podstawowych pojęć, do sensów, które zostały utracone bądź na jakiś czas odroczone. Tradycję tę jednak modyfikuje osoba „ulepiona z gliny na wzór i podobieństwo/ swoje”. 

Rudowicz tworzy nową kosmogonię, wariant nowego świata oraz człowieka podobnego „do mojej Hagar,/ rzeźbię ją/ z piasku, śliny i żebra”. Kreacja samej siebie, rzekomej niewolnicy odbywa się jakby ukradkiem. Bohaterka tomiku ukrywa się za jakimś cieniem, pragnie stać się dla świata niewidoczna(...)"

link

 

  • Izabela Fietkiewicz-Paszek, Posłowie do książki Teresy Rudowicz pt. "Podobno jest taka rzeka", Zaułek Wydawniczy Pomyłka, Szczecin 2012

 

  • Joanna Mieszkowicz o książce - "Podobno jest taka rzeka" Teresy Rudowicz

„Znikać trzeba powoli,
Co dzień sprawdzam się w lustrze,
wciąż za bardzo jestem.”   
 


Są słowa, obok których nie potrafię przejść obojętnie. Tworzą one konstrukcje, które wystarczą, abym zobaczyła inne światy. Melancholijne, oniryczne, magiczne. Kilka słów zamienia myśl w obraz, często niewytłumaczalnie bliski, choć nigdy nie widziany.  Są wiersze, które pachną dzieciństwem, błogim czasem, kiedy nie poszukiwało się odpowiedzi na wielkie pytania. Są wiersze, w których czuje się czar wspomnień lat minionych; w których, jak w bursztynie, zastygły chwile.  Wiersze Teresy Rudowicz, a właściwie Anety Kolańczyk ukrywającej się pod literackim pseudonimem, skłoniły mnie do wspomnień własnego dzieciństwa. Pamiętam zabawy w podchody, w głuchy telefon, grę w gumę, zbieranie ptasich piór, kamyków. Pamiętam tą nieświadomość dorosłości, naiwność, życie dniem, szczególnie wakacjami.  Pamiętam też smutne wydarzenia, ale one nie są warte, aby się nad nimi zatrzymywać. Dorosłam, nie ma mnie z tamtych lat. Tamta ja odeszła w czasie.  Ale, jak tak o tym dłużej myślę, to jednak stwierdzam, że raczej jestem, jestem w swoich wspomnieniach!

Teresa Rudowicz zrobiła dokładnie to samo. Kobiecy podmiot liryczny wierszy zebranych w tomiku „Podobno jest taka rzeka” przywołuje siebie samą z lat dzieciństwa. Stwarza się z ulotnych wspomnień, odtwarza mgliste cienie tamtego czasu. Lata, które minęły stały się początkiem odtwarzania swojej własnej osoby. Poetka rekonstruuje siebie, poszukuje przyczyny bycia dziś tym, kim jest. W wierszach w „Podobno jest taka rzeka” mamy do  czynienia z sytuacją dojrzewania kobiety. Życie jest rozpisane na etapy, łatwo ponazywać czas świata przedstawionego. Ta zasada pozwala mi domniemywać, że układ wierszy jest absolutnie przemyślany, a jakakolwiek próba poprzestawiania wierszy zburzyłaby porządek życia. Dzieciństwo, dojrzewanie, dorosłość, starość.  Poetka prowadzi siebie przez życie, odtwarzając poszczególne etapy, o dziwo, nie szczędząc również tego, który ma dopiero nadejść. Nie obca jest jej perspektywa śmierci, co daje się zauważać im głębiej wchodzi się w świat poetycki autorki. „Toczysz swój kamień, w końcu i tak cię pokona mała grudka ziemi, początek i koniec.” Pięknie obłaskawia śmierć: „kiedyś słyszała o życiu usłanym różami, zrobię tak samo, pomyślała, ze śmiercią.” Teresa Rudowicz nie tylko zatem odtwarza siebie, ale i oswaja świat, który dopiero gdzieś zaistnieje. Niewątpliwie jednak najpiękniej mówi sama o sobie:

„Od imienia się zaczniesz, normalnie i wspak,
możesz tworzyć anagramy, szarady, rebusy,
jesteś ręcznie pisana, manuskrypt lub ikona,
zagadka dla samej siebie. Będziesz szukać,
aż nie znajdziesz, nie ma początku ani końca,
jest teraz.”


Trudno nie utożsamiać podmiotu lirycznego z poetką, która wydaje się analizować swoją dorosłość, swoją tożsamość, swoje pochodzenie i przeznaczenie. Liczne intymne wyznania dotyczą wyraźnie kobiety, która poezją oddycha.  Co warte zauważenia, autorka tomiku mówi nawet o swoich poetyckich narodzinach (debiucie): „zaczęłam się niedawno z liczby podobno szczęśliwej”.  Niby niedawno, a wiersze wydają się być konsekwencją wielu lat zajmowania się poezją. Ot, paradoks.  Kwestia narodzin – początku jest dla poetki sprawą zasadniczą. Nazbyt często pojawia się w tomiku, aby jej nie zauważyć. Sama stwierdza: „nieustannie próbuję znaleźć miejsce, z którego wzięłam początek.”  Szukanie tego momentu przysparza nie lada kłopot, „w jaką sztukę nieporozumień ucieknę” – obawa towarzyszy autorce nieustannie.  Wiersze mają charakter osobisty, poetka odkrywa siebie i dostrzega upływający czas, wcale nie zgubny, raczej zbawienny. Czas, który przynosi dojrzałość i mądrość. Odtwarzanie przeszłości i oswajanie starości wskazują na moment, w którym się dziś znajduje. Ten moment najwidoczniej mocno poetkę zaskakuje. I choć „z siebie najłatwiej zrezygnować”, to jednak oswajanie obecnej ja/się jest dla poetki najistotniejsze. Zabawne jest porównanie życia do popularnej gry losowej, „komory losującej, zerwania blokady”. Ale jest to idealne porównanie, bo nigdy nie wiadomo czy się chybi, czy trafi.  Jeśli chodzi o Teresę Rudowicz, to zdecydowanie trafiła w moją wrażliwość. Ja również czasami „w odbiciu na szybie szukam obcych spojrzeń, może któreś zagubione nieopatrznie wskoczy we mnie.”

 

 

 

 

 

 

Koniecznie muszę wspomnieć o przecudownej szacie graficznej. Wierszom towarzyszą ilustracje Andrzeja Sznejweisa. Jest jakby ręką dziecka narysowany królik, jest jakaś brama, jakiś kamień, drzewko, trzepak, tramwaj. Ilustracje banalnie proste, oszczędne w kolory, mające magiczny urok. Pod względem edytorskim książka jest fantastycznie wydana. Dopieszczona i zachwycająca. Tu brawa dla wydawcy: Zaułka Wydawniczego „Pomyłka”. 

 

link

O książce Teresy Rudowicz na łamach Migotań (2/2012, s.53) pisze także Leszek Żuliński :

CZAS ZA BuRTĄ

                       Teresa Rudowicz to w postać Kaliszu znana i dla miasta tego wielce zasłużona. Rodowita

kaliszanka od pokoleń, zakochana w historii i kulturze, znająca tu nie tylko każdy kamień, ale

i biografie wielu zacnych osób, jakie odciskały nad Prosną swe piętno. A byli to nie tylko znani

pisarze (m.in. Asnyk, Dąbrowska, Konopnicka), lecz także władycy i obywatele, którzy w tej

kilkuwiekowej diasporze kulturowej czynili miasto ciekawszym i szczęśliwszym niż czasy na to

pozwalały. Rudowicz jest także zakochana w literaturze swego regionu, czego dowodem był cykl

jej audycji radiowych, jakie nagrywała i książka pt. Wieczna narzeczona. Literackie wędrówki po

Wielkopolsce, wydana już w 2003 roku. Piszę „już”, bo Teresa wciąż nie dowierza w swoje talenty i

kompetencje twórcze, jakby się wciąż dziwiła, że uchodzi

za „człowieka pióra”.

To zdziwienie łatwo zrozumieć. Wiersze pisała od

wczesnej młodości, lecz chyba nie wiedziała, „że jest

poetką”. Wprawdzie w szczecińskim Zaułku Wydawniczym

„Pomyłka” rok temu ukazał się jej arkusz poetycki

Oni. Wiersze z pamięci, ale za właściwy debiut zapewne

uznawany będzie tom, który wyszedł niedawno, w czerwcu,

w tejże oficynie i nosi tytuł Podobno jest taka rzeka.

Już w jednym z pierwszych wierszy tego zbioru pada

motto z Anny Świrszczyńskiej: „siebie samych stworzyć

musimy po raz drugi, / z inną duszą i innym ciałem”, które

– moim zdaniem – jest ważnym kluczem do tej książki.

W wiersze wprowadza nas mała dziewczynka, ta sprzed

lat, obecna teraz w swoim starszym wcieleniu. Powidoki

minionego czasu i to zdziwienie, to ogromne zdziwienie,

że kiedyś było się w innej skórze. I alienacja, poszukiwanie

tożsamości, znalezienia niepojętej identyfikacji między

sobą „kiedyś”, a sobą „teraz”. Sądziłem, że wiersze pójdą

w „stronę freudowską”, że będą wiwisekcją tego stanu

ducha, kiedy już nie dowierzamy samemu sobie, że mogliśmy

kiedykolwiek być dzieckiem, a dzieciństwo jest tylko

snem i niezbornym złudzeniem. Ale Rudowicz wybrała

inną wersję tego snu, bardziej „reistyczną”. Majaki domu z dawnych lat, miasteczka, nieistniejących

uliczek, zapamiętanych, lecz powyrywanych z całości fragmentów różnych zdarzeń i pejzaży, ludzi

pokaleczonych przez los, dziwacznych, tragicznych, których zawsze pamiętamy, choć nie wiemy,

kim byli i dlaczego właśnie tacy. Gdzieś, kiedyś przeczytałem takie zdanie Teresy: „Kocham wszelką

inność, najbliżej mi do tych wszystkich Karuś, Kłosek, Kryst spod płota. Oni to wiedzą, czują. Bardzo

lgną do mnie wszyscy odmieńcy. I dobrze mi z nimi”. Tak – to tutaj widać.

A potem coraz mocniej w ten tomik wdziera się historia. Rudowicz we wszystkim, co do tej

pory napisała, bardzo pielęgnuje swe poruszenie losem Żydów. Holocaust stał się niemal jej

osobistą tragedią, choć przecież urodziła się wiele lat po wojnie. Tutaj znowu wraca do tamtej

gehenny i do swojego bólu, śpiewa requiem nad martwym morzem zagłady. Ale to nie są wiersze

„zideologizowane”, raczej nostalgiczne, roniące spleen nad minionym światem i jego cierpieniami.

I jeszcze jedno zdanie ze Świrszczyńskiej: „nieistnienie tak bardzo przypomina nieśmiertelność”.

Zdanie przewrotne i mądre, jakby u Teresy przyświecające owej nieśmiertelności, którą ona sama

stwarza tamtym biednym ludziom swoją pamięcią, swoim pisaniem i swoją czułością. I tak, wiersz

po wierszu, płynie tu czas, odkładają się góry ludzkich kości, wznoszą ruiny wszystkiego, co było

ich światem, płynie rzeka lat, w sen przewracają się dawne powidoki i klimaty. Rudowicz pisze:

„nie wiem co będzie pierwsze / ziemia przed nami czy człowiek za burtą”. I ta burta, choć pojawia

się tylko raz, jest ważnym słowem w całym cyklu. Bo to jest tomik o wpisanym w los przemijaniu,

o zatopionych wyspach i nieustannym gubieniu wszystkiego, czym żyliśmy. Jak małe Atlantydy

wyłaniają się z tych wierszy relikty utraconego czasu i Proustowska za nim pogoń.

W dalszej części mała dziewczynka coraz bardziej gdzieś nam przepada. Ale starzejąca

się kobieta w jednym z wierszy mówi, że jest „jak szmaciana lalka uszyta z resztek”. I kolejne

zdanie kluczowe: „nieustannie próbuję znaleźć miejsce,

z którego wzięłam początek...” – tak, myślę, że tu jest

sedno i poezji, i ważkiej postawy życiowej tej autorki.

Dla niej źródło jest czymś fundamentalnym i wszelka

podróż w odwrotną stronę komponuje egzystencjalną

filozofię, jaką na co dzień Rudowicz wyznaje. Ona całą

sobą przypomina zastygłą Niobe, choć hedonizm dobija

się swoich praw. Toteż wiersze o miłości, bo i takie tu

znajdziemy, choć czasami pobrzmiewają chandrą kolejnej

nieziszczalności – są gorące, namiętne, z tą cudowną,

typową dla Teresy mgiełką fatalizmu.

To bardzo wyrazisty „tomik”, utrzymany w spójnym

klimacie, rozwijający się konsekwentnie ze strony na

stronę, dorzucający raz po raz nowe nutki. Poetka znalazła

też swój język. Nie należy on do żadnej tradycji,

nie skłania się ku żadnej ze znanych mi awangard; jego

siła bije z dwóch wartości: bardzo poruszającego imaginarium

świata i losu oraz ze wspaniałej obrazowości

przekazu. Ale gdybym miał tu dwa razy dłuższy tekst

napisać o tej książce, to i tak w puencie powiedziałbym,

że dałbym wszystko za nastrojowość tych wierszy. Ich

powściągliwy liryzm, pod którego skórą aż kipi od

czułości. Ten walor jest u Rudowicz wyzbyty taniego

emocjonalizmu, on raczej ma korzenie zapuszczone w mądrości życiowej i siła tak szytego

„światopoglądu” potrafi mocno poruszyć.

Myślę, że czasami warto poczekać na moment właściwego debiutu, kiedy odłoży się w nas coś

ważnego, coś mocno przeżytego i przetrawionego. Mamy w tym przypadku do czynienia z owocem

dojrzałym, soczystym i wysokokalorycznym. Teresa Rudowicz w ostatnim okresie „rozpisała” sobie

rękę, możemy się spodziewać jej kolejnych książek i ta nadzieja niechaj będzie puentą mojej recenzji.

Na koniec muszę dodać słowa uznania dla wydawcy. Jak zwykle Zaułek spisał się na piątkę,

a ilustracje Andrzeja Sznejwajsa przydają tej książce magii..

 

Leszek Żuliński

 

Teresa Rudowicz: Podobno jest taka rzeka, Zaułek Wydawniczy „Pomyłka”, Szczecin 2012, s. 87. 


 




   
2017 © Zaułek Wydawniczy Pomyłka || CMS System powered by media-projekt.pl || Design by Promoline